RSS
środa, 15 lutego 2006
życie rodzinne cz. 1
- Dzieci, natychmiast przestańcie się tłuc - powiedziała Mama.
- To moje, moje - zawodził syn.
- Nie, moje - ryczała córeczka wczepiona w jego włosy.
- Proszę was, posprzątajcie te klocki - prosiła mama.
- Nie będe sprzątać - prychnął Syn. - Sama sobie sprzątaj. Nie chcę się zmęczyć.
- Oj, bo przyjdzie Tata i wam pokaże - zagroziła Mama.
- Nie pokaże - wrzasnął syn.
- Pokaże, pokaże - zagroziła Mama. - Wleje wam w tyłek. Wróci o 20 i spierze was pasem. marsz do sprzątania.
- Spierze, a może nie, może tylko blefuje - główkowały dzieci, ale posprzątały klocki.
- I obiecajcie, że już nigdy nie będziecie bałaganić. Bo powiem Tacie - pogrozxiła mama.
- No dobra, dobra, obiecujemy - powiedział niechętnie synek i na wszelki wypadek złapał się za pupę.
Tata wrócił, spojrzał powaznym głosem na rodzinę i obwieścił.
- Mógłbym was sprać, bo nie słuchaliście się mamy. - Ale skoro obiecaliście nie śmiecić, to podjąłem decyzję, że tym razem nie spiorę.
- Eeee, tam. Wiedziałem od razu że nie spierze - szepnął po cichu syn.

Tak mi się to jakoś skojarzyło z wczorajszym pełnym emocji dniem. :)
Pierwsza Walentynka
Junior dostał dziś pierwszą walentynkę w zyciu. Mówi że ją kocha i chce mieć jej zdjęcie w pokoju. No dobra, ja w wieku 4 lat myślałem że dziewczyny służą tylko do tego żeby je straszyć, ale świat się najwyrazniej zmienia.
Junior chciał koniecznie zadzwonić do niej i podziękować. Umówili się na telefon. Niestety zasnął wcześniej.
Jak sądze, żostanie mu to jednak wybaczone. Dopiero w o wiele póxniejszych latach kobieta uznała by to za straszny afront, że jej wybranek nie zadzwonił w Walentynki bo poszedł spać.
Dobrze, że przynajmniej Walentynkę wziął do łóżka.
I dobrze, że przynajmniej nasz syn romantycznie spędził Walentynki.
Bo my nie.
Od rana trwały próby poskromienia dzieci - niespecjalnie udane bo oba byłyły potwornie niedospane. Snuły się po domu, nie pozwalałay zagonić do łózek i od czasu do czasu trafiały na siebie wyrywając włosy z głów, albo nabijając guza o stół. I rycząc: bajka, nie chce bajki. Chcę soczku, innego soczku. Nie lubie cię.
Dobrze, że sąsiedzi jednak w Polsce zwykle nie reagują na wrzaski dzieci. Bo tym razem to nie straszni rodzice. To straszne dzieci.
Kiedy wreszcie padły do łóżeczek, padła też najlepsza z żon z potężną migreną i ja też.
I to tyle romantyzmu jesli ma się potomstwo z zapaleniem gardła.
niedziela, 05 lutego 2006
dorastanie
Junior sie zakochał. Co prawda juz wczesniej lubił dziewczyny, ale dopiero teraz wyznał.
- Umówiłem się, że pójdę z nią na plac zabaw i do parku. I chciałbym sobie powiesic to jej zdjęcie nad łóżeczkiem.
Hmm.
No dobrze, dobrze, ale on ma 4 lata. Mi w jego wieku nie w głowie były dziewczyny :)

Mur
Karykatury mahometa, to idealny przykład sporu w którym obie strony mają stuprocentową rację.
Tak, prasa ma prawo drukowac karykatury. Rysownicy mają prawo rysowac i Boga i Allaha. Nikt nie może dyktować z czego można żartować.
ale
Tak, Arabowie mają rację. Dla nich ta karykatura to zupełnie co innego niż dla nas. Z tego nie można żartować.
a więc
teraz obie strony tradycyjnie sobie wzajemnie pokażą na co je stać.
czwartek, 02 lutego 2006
a teraz spadanie
Rząd kazał - tysiące ludzi rzuciło się na dachy spychac śnieg. niektórych rzucono na dachy - rozkazem służbowym. Sprząta się absolutnie każdy kawałek śniegu.
to dobrze, choć na ten pomysł można było wpaść po pierwwzym, a nie bodaj ósmym zawalonym dachu.
Ale dziś juz spadły dwie osoby które odśnieżały dachy.
Czy niezbędne będzie kilka? kilkanascie? ofiar śmiertelnych, żeby cos z tym zrobić i wizyta Prezydenta na miejscu wypadku? Chyba nie ma innej drogi, niż specjalne rządowe rozporządzenie - tym razem szczegółowo mówiące co zrobić żeby nie spaść.
Do końca
Wszedzie tragedia. Od kilku dni: w telewizji, gazetach, internecie. 24 godziny na dobę. bezustannie. Wyciskając kazdą kropelkę.Wyżymając do ostatka to cos strasznego co sie stało.
Czy wszyscy popadli w szaleństwo? W Katowicach stała się straszna rzecz. Ale straszne rzeczy dzieją sie prawie codziennie. W Iraku wybuchają bomby, toną promy, spadają samoloty, nastepuja katastrofy kolejowe. Ginie czasem jeden człowiek, czasem kilku, czasem kilkudziesięciu.
Tak, to przerażające, ale nie jestem w stanie cały czas sie przerażać - a przecież zawsze pewnie i teraz nastepuje jakas katastrofa, a cała reszta w tym czasie je kolację i ogląda telewizję.
My przed tą katastrofą padliśmy na kolana, prześcigalismy się w jej uwznioślaniu. Pokazaniu jeszcze większej liczby osieroconych dzieci, jeszcze głosniejszego płaczu. 
Zwolnionych kadrach pokazujących ratowników, epatowaniu polskim WTC. Tylko że to nie WTC, a katastrofa budowlana. Straszna tragedia ale przeciez nie tsunami.
i to nieznośne przekonanie o naszej ważności, o tym że nasza tragedia wzbudziła uwage innych, za granicą. .
Przytaczanie głosów prasy światowej -  że jednak nasza tragedia była ważna.
Że cierpieliśmy, że niesłusznie i że ukarzemy winnych a na miejscu pojawi się absolutnie każdy VIP i wszystko obieca a winnym zagrozi.
Nurzamy się w tej tragedii i wciąz nam mało.