RSS
środa, 30 listopada 2005
Nienawidzę ...
Nienawidzę działów windykacji należności.
Firma Sferia. Mamy w niej internet i telewizję kablową. Od kilku lat. Kilka lat temu założyłem zlecenie stałe - przez pomyłke za duże. Mieliśmy więc przez kilka lat kiladziesiąt a nawet sto złotych nadpłaty. Potem przyszła podwyżka opłat. Nadpłata więc zniknęła i pojawiła się niedopłata. Bodaj 13 zł. Co robi firma Sferia? Dzwoni do mnie wieczorem i żąda uregulowania pilnego należności i grozi wyłączeniem telewizji i internetu.
Firma Plus - w której mam telefon od chyba 8 lat ma zaś zwyczaj co miesiąc grozić mi wyłączeniem tlefonu. Mimo że od 8 lat jestem abonentem i zawsze płacę. Ale co tam - spóźnię się dwa dni - natychmiast dzwonia i zasypują esemesami.
Wściekam się, ale co mam zrobić? Nie moge zmienić operatora sieci - bo w takim juz mieszkam miejscu.
Ale mogę uważać, że takie podejście do klienta jest żenujące.
(aha, ale zanim zagrożą że mi wyłączą oczywiście trzeba przejść procedurę weryfikacyjną - nazwisko matki, imię ojca - żeby nie pogrozić komu innemu)
Czy oni powariowali?
poniedziałek, 28 listopada 2005
Dorosły?
Niedziela, spalismy do 9 rano. Dzieci nie. O 9 rano syn zajrzał z ważna miną do pokoju.
- Siostrzyczka zrobiła do nocniczka siku, kazałem jej a potem wylałem do kibelka - powiedział.
- No, brawo - powiedziałem zdezorientowany.
- I poszedłem do kuchni, znalazłem bułeczki i jej dałem.
- Ooooo, super - powiedziałem budząc się.
- Potem włączyłem telewizor i sie bawilismy - snuł opowieść nasz syn. - I umyłem naczynia.
- Co zrobiłeś? - oczy zrobiły mi się jak spodki.
- No, nastawiłem zmywarkę - wyjaśnił nasz syn zaaferowany i poszedł.
Kurczę. On ma 3,5 roku. Nie za wcześnie?
A może za tydzień przyniesie mi do łóżka espresso?
piątek, 25 listopada 2005
nałogi
Myslałem, że już nigdy nie wpadne w taki ciag. A jednak. Siedze nieprzytomny, oczy mam czerwone i nie moge przestać. Mówię sobie że to ostatni raz, ale przecież to samo mówiłem sobie wczoraj i przedwczoraj.
A przeciez wiedziałem że się łatwo uzależniam. Wiedziałem, że jak raz zacznę to nie bede potrafił skończyc. A to jest silniejsze ode mnie. Zapominam o zrobieniu zakupów, zadzwonieniu do znajomych.
Powinienem pamiętac jak ostatni raz poszedłem w tango dwa czy trzy lata temu i sam nie wiedziałem czy to dzień czy noc.
Nie powinienem znowu zaczynać.
Wszystko jedno co by to było.
Twierdza - Krzyzowiec. No więc pokonałem już większość wrażych lordów i zbudowałem piekne zamki.
Kurde, jaka to strata czasu. Jeszcze tylko jedna misja i kończę.
Słowo.
poniedziałek, 21 listopada 2005
Pitajan Uutiset
O rany. Napisała o mnie lokalna fińska gazeta - żebym tylko wiedział co :)

niedziela, 20 listopada 2005
TVN
W ramach doznań ekstremalnych - kolejna wizyta w Dzień Dobry TVN. Oczywiście z dziećmi - bo niby co zrobić z nimi o 8 rano w niedzielę.
My oraz kilkanascie osób z ekipy stara się je czymś zając bo program na żywo i generalnie lepiej żeby nie przebiegały przed kamerą wrzeszcząc i się bijąc.
Wreszcie wchodzimy na antenę. 5 minut. Przez pierwszą są spokojne. Potem usiłują się pobic. My w tym czasie mamy prowadzić błyskotliwą dyskusję i nie gubić wątku.
To trudne nie gubić wątku jak trzeba manewrowac żeby nie oberwać, a na dodatek moja córka chce zeżrec dekorację stołu i trudno jej wytłumaczyć że to niewskazane. Potem zaczynają się gonić i usiłowac wyrwać kwiatki a my mamy kulturalnie kontynuować. W oczach prowadzacych lekkie przerażenie.
Hmmm, to dobry trening przed występami w telewizji.
Po programie pytam syna z wyrzutem: - no i co? miałeś byc grzeczny, mówiłeś że jesteś duzy i się zaopiekujesz siostrzyczką?
- Namysliłem się. jestem dość mały - powiedział.
Starzy przyjaciele
przyjaciele sprzed wielu lat. Z niektórymi sie spotykamy. Omawiamy dziwna fryzurę matematyczki, albo jak to sie popoliśmy, i co tam teraz u tej Anki. Po 5 minutach milkniemy. Ze zdziwieniem zauważam, że kiedys gadalismy cała noc jak zbawiac świat. Dzis brakuje tematów. Oni mają dzieci, jakąs prace, mówią że co na obiad i że szef zły i tyle. Potem wspominaja, że składki na emeryturę bo trzeba o tym pomysleć. Już nie czytają, nie słuchają, nie chcą zbawiać świata ani mieć tysiąca pomysłów (nie ten wiek - mówią)
Zachowują się moi rodzice.
A może ja jak dziecko?
piątek, 18 listopada 2005
Łapka na koty
Zaległy nam sie muszki owocówki w listopadzie. tak bywa kiedy ktos zostawi na wierzchu rozklapcianego pomidora. Muszki postanowiliśmy wytępić. Obejrzałem w sklepie imponująca baterię środków na których stałło napisane, że nie należy ich uzywać w pobliżu dzieci i zwierząt domowych bo prawdopodobnie tepią wszystko.
Ponieważ nie chciałem przenosic dzieci do hotelu - wybrałem lep na muchy. Może nieelegancki, ale jednak nie mordujący dzieci.
Lep wisiał trzy dni.
Nie złapała sie żadna z okołu 200 muszek.
Dziś w nocy złapał sie za to kot.
W nocy postanowił sprawdzić chyba co zwisa z sufitu.
Rano znaleźliśmy na podłodze wielki kłąb sierści. Po zbadaniu okazało się że to lep i mniej więcej kilo kłaków.
Kot się uwolnił (znaczy lep nie działa na muchy 3 kilogramowe).
Muchy dalej latają.
Dzieci mają zabawę. Biorą ścierki i latają po domu wrzeszcząc na muchy.
Żądają żebym ja też biegał i wrzeszczał i walił scierką.
Te muchy padną na serce.
czwartek, 17 listopada 2005
Święta Polskie
Dlaczego święta w polsce zawsze muszą być smutne? (te państwowe). Msza, defilada, grób nieznanego żołnierza, przemówienia, kilka grup wariatów ze sztandarami demonstrujących przeciwko komuś. Jakby stypa.
Dlaczego nie możemy mieć święta jak Francuzi - 14 lipca. W każdym miasteczku i wiosce - feta. Pijemy wino, jemy oliwki, zagryzamy bagietkami. gra orkiestra, tanczymy, potem sztuczne ognie.
To tak na marginesie zastanawiania się co zrobić 11 listopada z dziećmi. Oczywiście poszliśmy do centrum handlowego - bo gdzie indziej. We francji poszlibysmy świętować na rynek.
środa, 16 listopada 2005
Rozmówki damsko-męskie
W tej Finlandii to byłem robić temat. Wstawałem o 6 rano i do roboty. Wracałem przed północą (raz jak idiota powiedziałem moim dzielnym Finom - po co macie mnie odwozić do mojego domku, przecież głupi nie jestem, sam trafię. No jasne, Polak potrafi. Domek był może kilometr dalej. Sęk w tym że przez las. W dzień wydawało mi się że dróżka wali prosto jak w dym do domku. W nocy okazało się że w ogóle jej nie widzę, a raczej widze za dużo. Naliczyłem 4 rozstaje których nie zauważyłem. Ciemno jak... jak nie wiem co. Mam taką małą latareczkę. Jak zaświecę to widze drzewa - wszędzie. Żadnego światełka. Cicho i ciemno. Nic nie widzę, nic nie słyszę.
No dobra, znalazłem ten domek. Przeszedłem chyba z 5 kilometrów. Jezu, ale się ucieszyłem.
No ale ad rem. Zasuwałem do nocy. W tym czasie Monika zmagała się z dwójką naszych kochanych potworków. Przez jeden dzień całkowicie czymś struta i z gorączką.
W każdym razie wreszcie wróciłem zmordowany jak nigdy. Monika powitała mnie zmordowana jak nigdy.
- Ja dobrze że jesteś - rzucilismy jednocześnie.
- To ja odpoczne, a ty zajmij się dziećmi.
tez jednocześnie :)
wtorek, 15 listopada 2005
Nostalgia
Dziwnie bylo. Dziwna cisza. Dziwna nostalgia. taka dolina Muminków w listopadzie. Rozumiem już dlaczego muminki zapadały w sen zimowy a Włóczykij odchodził i wracał wiosną.
To pierwsze to widok z mojego okna. Domku w którym czasem włączałem głośno fińską telewizję żeby nie było tak cicho. :)
Tak, wiem, cisza to świetna rzecz. Strasznie się nią cieszyłem. Ale czy ktoś mieszkał w całkowitej ciszy? Gdzie nie szczekają psy, nie wieje wiatr, nie odzywają się ptaki? Po prostu nic - straszno tak jakoś ;)
Nawet fale uderzały bezgłośnie.




A to drugie to okolice starego młyna - w nim straszy!


I wreszcie wyprawa na jezioro rankiem. rany boskie, włożyli mi chyba trzy swetry, skarpetek nie liczę, gumowy kombinezon. Ale ja zmarzłem. Nigdy w życiu tak nie zmarzłem.

 
1 , 2