RSS
poniedziałek, 12 listopada 2007
Święto
Zazdroszczę Francuzom. 14 lipca wszędzie mają święto narodowe. Wiadomo - zniszczenie Bastylii. Kilka lat temu święto zastało nas w malutkiej wiosce w Langwedocji. Przyszlismy na ocieniony platanami plac gdzie zwykle grano w bule. Były lampiony, przyszła chyba cała miejscowa ludnośc. Grał miejscowy zespół, biegały dzieci i okoliczne psy. Z beczek rozlewano do szklanek wino a na zaimprowizowanym parkiecie tańczyły dostojne staruszki i miejscowe nastolatki. Kilku chłopaczków z 6-7 lat ganiało sie z piłka  i wrzeszczało Vive la France.
Obok nas zajadano mule z frytkami i było bosko.
I kiedy znowu ktoś pyta co to jest patriotyzm i  narzeka że Polacy nie są patriotami i doszukuje się czyja to wina to jest idiotą.
Bo patriotyzm to nie potrząsanie flagą i wspominanie zmarłych. To nie wspominanie kto nam dał po dupie a komu my. To nie Orkiestry woskowe i powolne przemarsze.
Patriotyzm to to, że komus w kazdym małym miasteczku i każdej wiosce chce się zwieźć stoły, zrobić scenę, zwołać znajomych i przyprowadzić dzieci.
A potem tańczyć do upadłego, zajadać mule (ale może coś bardziej ludzkiego) klepać po plecach przyjaciół i wrzeszczeć "Vive la France" (a następnego dnia z rana przyjśc i dokładnie posprzątac cały bajzel).
Bardzo bym chciał być patriotą który idzie na taką imprezkę i popijając wino usmiecha się do sąsiadów, tańczy z dziećmi i wrzeszczy "Wiwat Polska".
Ale nie jestem bo nie ma takich imprez. Są uroczyste defilady i przemówienia które nudzą albo irytują.
Smutni jesteśmy.