RSS
piątek, 30 grudnia 2005
stan bezdzietny
Dzieci oddane na kilka dni do dziadków na usilne żądanie obu stron. Dziadkowie nie mogli sie doczekać, dzieci natomiast z zapałem nas żegnały: dziadkowie maja jak wiadomo i górke i domek i drewutnię i kury i masę rzeczy które są niesamowita atrakcją, a których my nie mamy. no i maja mase cierpliwości której tez nie mamy. Mamy silne podejrzenie, że przez te kilka dni nasza córka oduczy się chodzić. Babcia cały czas ją nosi, a kiedy sa na sankach nie pozwala jej chodzić - ciągnię ją równiez pod górkę. W domu nosi ją cały czas na rękach i przez cały czas się bawi - czego my jednak nie potrafimy. Dziadek natomiast całymi dniami wyprawia się z wnukiem a to zamknąc kury, a to napalic w piecu.
Nic dziwnego, że kiedy już odstawiliśmy dzieci na miejsce Junior powiedział
- To jedzcie już jedźcie.
- A będziesz tesknił - zapytałem.
- Tak, tak, bedę, ale już jedzcie.
- To bedziemy dzwonic. Dobrze dzwońcie. To pa.
I w ten sposób po raz pierwszy od ho ho jestesmy ludxmi wolnymi.
Wstałem o 10 i nie wiedziałem co ze sobą zrobic. Cicho, spokojnie, niepokojąco.
Zadzwoniłem do dzieci.
- Fajnie, bawimy się, no to pa - spławił mnie Junior. 
 
Sweet Finland

Matti, jeden z bohaterów mojego textu o Halmeniemi ma kłopot. Pisze do niego masa ludzi z Polski. Wszyscy chcieliby się do Finlandii przenieść a przynajmniej przyjechać :). Niektórzy piszą po polsku.Matti przysyła mi te listy, ja tłumaczę i mu odsyłam. On przysyła odpowiedź po angielsku, ja tłumaczę na polski. Jacyś zapaleńcy robią stronę po polsku o Halmeniemi.

Strasznie to wszystko fajne. Fajnie, że ludzi to ruszyło. I fajnie, że chcą robić talkoo w Polsce.

http://serwisy.gazeta.pl/df/1,34471,3072151.html

Upadek?

Zawsze, ale to zawsze jestem przekonany, że jest pewien poziom poniżej którego nie można spaść. Ale jednak dziś pewien program mnie zaskoczył. Jakieś dalekie pokłosie "Polskiego Zoo"wieczorem w jedynce. Kukły Kwaśniewskiego, Millera, Kulczyka, akcja w której chodziło o to,żeby zwinąć kasę i dostać dyplom z dziergania.

Niesamowite jak dzielnie i bezkompromisowo im dołożyli. Natomiast niewyszydzono nikogo z PIS. I to wszystko firmował Marcin Wolski na którym się wychowałem.

poniedziałek, 26 grudnia 2005
Seria niefortunnych zdarzeń
Jeśli przygotowujesz wigilię to:
-  Nigdy ale to nigdy nie spiesz sie i nie wrzucaj na przykład góry zlepionych pieeroguszek do wrzątku. Zostaniesz poparzony.
- Nigdy ale to nigdy nie myśl sobie, że bedzie bardziej romantycznie jeśli na stole staną płonace świeczki. Dzieci je zrzucą i zapali sie obrus.
- Jeśli juz o obrusie mowa - daruj sobie obrus. można bez obrusa. Dzieci go zachlapią, przedziurawią a w końcu ściągną na ziemię z zastawą.
- Jeśli chcesz poudawać św. Mikołaja ku uciesze dzieci to nie pryskaj sobie sztucznym śniegiem w sprayu na twarz żeby wyglądac bardziej wiarygodnie. Dostaniesz strasznego uczulenia i bedziesz miał czerwone pręgi. A dzieci i tak cię poznają.
- Nie kombinuj z prezentami. Dzieci i tak najlepiej bawią sie pustymi kartonami.
- Nie kombinuj z liczba potraw. Dzieci i tak bedą chciały kabanosa z keczupem. - Bądź dobrej myśli. Będzie super.
sobota, 24 grudnia 2005
Wigilia - pierwsze starcie
Nasza pierwsza wigilia. pierwsza, czyli od A do Z made by us. Przed godziną zero czas na małe podsumowanie.
Plusy
* Jakims cudem wszystko idzie zgodnie z planem. Wigilia zawsze kojarzyła się nam z załatwianiem wszytskiego na ostatnią chwile i ogólnym podenerwowaniem. A tu - pełen spokój.
* mamy prezenty - przynajmniej większośc. no chyba że sobie cos przypomnimy.
* sami zaplanowaliśmy menu wigilijne. Juz jest barszcz i grzybowa (nigdy nie lubiliśmy wybierac między nimi). Ale jakie fantastyczne.
* Nie ma karpia. Do dziś mamy zmory z dzieciństwa i wspomnienia wanien zapełnianych karpiami. Mamy steki z ryby maslanej. Ryba maslana nigdy nie pływała u nas w wannie, jest nam znana pod postacia steku, a te steki sa lepsze niż karpie. taka nowa tradycja.
* posiadany przeze mnie strój Mikołaja ma brodę. ufffff. A już się bałem.
* Dzieci ubrały choinkę i nadal mamy wszystkie bombki!

Minusy
*Może być problem z makowcem. Niby zrobiliśmy masę i mamy przepis na ciasto, ale moga być problemy.
* W piernikach jesteśmy ciency. to był pierwszy w życiu. Pomyliśmy miarki - gramy z czymś innym. piernik na połowie mąki wyszedł .... przysadzisty. Ale jak pachnie!
* uszka i pierogi wyszły fantastycznie. Ledwo ledwo a pożarlibysmy je jeszcze dziś. No ale zawsze jest jakieś ale.... Skleiły się mimo że przelaliśmy je oliwą. Ktoś wie jak je teraz odkleić?

środa, 21 grudnia 2005
Święty Mikołaj
Mój syn w przedszkolu miał św. Mikołaja. był zachwycony, po uroczystości kiedy zbieraliśmy się do domu niestety uchyliłem drzwi do kuchni gdzie Mikołaj własnie zrzucał czapkę i spodnie bo był na codzień panem kucharzem.
- Kto to - zainteresował się Junior zaglądając. - To pan kucharz?
- Nic takiego, chodźmy już - zamknąłem drzwi.
- Tak, tak lepiej choddźmy - pokiwał głową Junior. - Mikołaj musi się rozebrać.
*
W domu szukając kompletu wkretaków Junior otworzył szafę gdzie na górze leżały ukryte prezenty pod choinkę - jeszcze niezapakowane.
- Co to tam leży? - zapytał.
Zgłupiałem na chwilę, jak by tu skłamać, hmmm wmówić że ma zwidy?
- A, to na pewno nic ważnego, nic ważnego - mruknął junior i zamknął szafę. lepiej chodźmy już.
*
On ma niecałe 4 lata, ale według mnie doskonale wie, jak to jest z tym Mikołajem.  Ale nie chce sobie rozwiewać iluzji - bo jego dociekliwa natura oliłaby mu zamknąć tych drzwi.
W sobotę mam się przebrać za Mikołaja. Wczesniej się trochę obawiałem czy nie pozna. Ale nie, nie będzie chciał poznac. Zobaczy mikołaja któremu będą wystawały buty taty, będzie miał obrączkę taty, albo jego zegarek - ale powie sobie: - nie, po co mam się nad tym zastanawiac. Chcę wierzyć.
*
A dorośli bardzo często też chcą wierzyć. Wbrew temu co widzą na własne oczy. Zamykają te drzwi i mówią: nie, nie, to na pewno nic ważnego. Przewidziało mi się.
*
Zdejmę tę obraczkę i zegarek jednak. 
poniedziałek, 19 grudnia 2005
Znienawidzona ulubiona wigilia
- Co robicie na wigilię?
- No niestety, musimy iść do rodziców (teściów, wujków, kuzynów itd).
- Hmmm - kiwam głową, no tak (przecież wiem, że nienawidzą tych teściów, rodziców czy kuzynów).
Wigilia to taki najpiękniejszy dzień w roku, który wiekszość Polaków spędzi z tymi których najbardziej nie lubi - czyli swoja rodziną.
Przy stołach zasiądą wielkie rodziny które podzielą się zgodnie opłatkiem choć zaraz potem w duszy będą sie obrzucać wyzwiskami. Choć znacznie częściej, przy stole usiądą obcy sobie ludzie, połączeni nazwiskiem czy jakimś innym powinowactwem i mający serdecznie dosyć tego dopustu który ich spotyka i każe w ten dzień akurat zaprosić tą ciotkę której nie lubią, albo synową której nie znoszą.
A potem jeszcze uśmiechnąć się.
Ale - co ciekawe - niewielu usiłuje się wykręcić. Chyba nikomu nie starcza odwagi, żeby powiedzieć. - Nie przyjdę na wigilię, robimy własną. Za to popularna staje się wigilia eskapistyczna. Wylot do Egiptu, Maroka na Dominikanę.
Łatwiej się wyłgać: - no mamo/dziadku/ciociu po prostu były tanie bilety, to skorzystalismy.
Hmmmm, iluz to znamy ludzi którzy marzą o tym żeby nigdzie nie chodzić. Żeby tego dnia spotkać się raczej ze swoimi kochankami, przyjaciółmi - kto tam kogo ma i lubi.
I nikt tego nie powie głośno oczywiście.
Przecież wszyscy kochamy wigilię i naszych bliskich i uwielbiamy spedzać z nimi święta - czyż nie.

niedziela, 18 grudnia 2005
W centrum
Znajomi odwołuja spotkania. Najpierw dzwonią: - wpadniemy, tylko najpierw zrobim zakupy w centrum handlowym. Aha, już to widzę.
- Nie uda wam się - prorokuję jako znany czarnowidz. - Tam jest milion ludzi (sam chciałem kupić prezent, ale jak zobaczyłem ogonek do kasy to zrezygnowałem choć przez chwilę kusiło mnie żeby go zwinąć i zapłacić po świętach).
oczywiście nie udaje się. Wsiakają gdzieś i zmaltretowani wychodza w nocy.
Ciekawe, gdzie podziewali się ci wszyscy ludzie którzy teraz są w centrum handlowym. Każdym centrum. Przeciez wszędzie jest pełno. No gdzie? przecież kiedyś nie było centrów. A potem było jedno - Panorama i nie było w nim tłumów. Wszyscy siedzieli w domu?
czwartek, 15 grudnia 2005
Mały stylista
Nasze dzieci zwariowały - zostały stylistami.
- Nie założę tej koszulki bo mi nie pasuje do spodenek - mówi rano Junior. - I chcę te bokserki które dostałem od taty z pieskami.
Córka nic nie mówi, ale groźnie buczy kiedy chcemy założyć coś czego nie aprobuje. Trzeba przyznać że mają dobry gust. Junior obstaje przy satynowych bokserkach (ależ cudne dostałem w secondhandzie), T-shirtach z nadrukami gustownymi i wytartych dzinsach. Córka tymczasem preferuje róże i fiolety. Wczoraj wróciłem z naszego ulubionego secondhandu (przy wymaganiach naszych dzieci zbankrutowalibyśmy w normalnym sklepie). Secondhand jest cudowny, bo klientela z niezrozumiałych względów nie jest zainteresowana markowymi i w większości nieuzywanymi ciuchami dziecięcymi Marksa i Spencera, H&M czy ferrari czy lacoste'a i wybiera jakieś dziwaczne ubranka. W kazdym razie wróciłem z torbą zakupów o które dzieci stoczyły krótką walkę a nastepnie zdecydowały co założą jutro.
- Tą koszulkę pokaże koleżankę, a tą drugiej koleżance - zadecydował Junior - i założył dziś dwa T-shirty jeden na drugi.
Kolejnym  logicznym krokiem było to, że nasze dzieci zaczęly krytycznym okiem stylistów oceniać nasz wygląd.
- Ta twoja koszulka juz nie jest fajna - mówił mi mój syn. - Może już kupisz sobie nową? A żona po wizycie w Reserved doczekała się pochwały.
- To nowe? tak nowe. Z dużego sklepu? Dobrze wygladasz mamo.
Wczoraj znaleźliśmy moje stare zdjęcia. Mój syn ze skupieniem przeglądał wszystkie. Myślałem że powie coś w stylu "O jaki byłes młody tato".
Niestety młody stylista krzywił sie i wypalił.
- Niefajną miałeś fryzurę, a ta kurtka to jakaś stara wiesz. I brzydki sweterek
- Hmmm. - zacukałem się. Własciwie to miał rację niestety. te tureckie sweterki tak modne z 15 lat temu....
- Teraz ładniej wygladasz - pocieszył mnie. - Pasuje ci ta koszulka.
- Dziękuje - powiedziałem.
- Na jutro założę koszulkę z marynarzem - planował mój syn. - A ty się ubierz w ta czarną.
- Jasne - zgodziłem się.
środa, 14 grudnia 2005
szarość
Podobno ludzie dzielą się na cztery kategorie.
Złoci - to ci twórczy, kreatywni w różnych dziedzinach, wciąż się rozwijający, ciekawi świata.
Biali - to ci żyjacy w świecie intelektu, czasem w nim zamknięci oddający sie np. całe zycie studiom nad jakimś wymarłym językiem.
Czarni - to ci którzy do czegoś chcą dojśc poza prawem.
I szarzy - którzy po prostu gdzieś pracuja, jakoś chcą przeżyć, nic specjalnego nie stworzą, po prostu żyją.
Szarych rzecz jasna jest najwięcej - pewnie ponad 90 proc. Zawsze byli i zawsze będą. I jak świat światem wmawiano im ze szarzy nie są: cesarze organizowali im igrzyska, dziś politycy wmawiają im cuda, a media mówią że każdy może śpiewać, malować, być gwiazdą. A oni wierzą. Do czasu.
Ciekawe ilu ludzi powiedziałoby o sobie: tak, jestem szary. Nie jestem niezwykły, ani zdolny, do niczego specjalnego nie dojdę, jestem po prostu strasznie przeciętny i nic mnie w życiu nie czeka.

 
1 , 2