RSS
wtorek, 07 marca 2006
Fakt medialny
Media uwielbiają takie rzeczy jak choroba wściekłych krów, albo ptasia grypa. Co to za rewelacyjny nius. No i własnie ptasia grypa jest wszędzie. Dziennikarze nadają prawie ze strefu zero, latają helikoptery. A redaktorzy w każdej redakcji uczulają reporterów żeby nadali relację 0o zwykłych ludziach. Co oni na to? Jak im się udaje przeżyć.
Być może ktoś zachoruje, może cos się stanie. Wszyscy wiedzą, że ptasia grypa nie jest nawet troszkę tak zabójcza jak prawdziwa grypa - na którą przecież tez się umiera, ale zwykła grypa zdecydowanie nie jest medialna.
No więc zwykli ludzie opowiadaja jak po prostu żyją. Mówią reporterowi: a daj pan spokój.
Reporter jednak musi nadać relację. Łamiącym się głosem opowiada że ludzie nawet w tych trudnych chwilach zachowują spokój. Że wszystko jest pod kotrolą. Dziś wiadomości tez zaczną się od tego, że ludzie żyją normalnie. I nic się nie dzieje. Ale ptasia grypa czuwa.
piątek, 03 marca 2006
Narty - eksperci poszukiwani
To ogłoszenie mogło by brzmieć np. tak
"W związku z planowanym dynamicznym rozszerzerzeniem działalności wypoczynkowej i koniecznościa urwania sie choć na kilka dni dwóm małym stworkom uprasza sie uprzejmie wszystkich którzy maja jakie takie pojęcie o przekazywanie wiadomości o możliwościach wyjazdu na narty. Nadmieniamy uprzejmie że jeździć nie umiemy, sukcesem bedzie juz to jak chwile pojade w mniej wiecej obranym na poczatku kierunku i na nic nie wpadnę. W związku z powyzszym szukam odpowiedzi na poniższe pytania"
1. jak ktos jest głąb narciarski to za ile ma sobie kupić narty, żeby nóg nie połamać ale nie wydac za dużo bo przeciez bedzie jeździł pomału i hiper szybkie nie są potrzebne.
2. gdzie taki ktoś ma jechać, żeby mozna się nauczyć, żeby nie było tłumów, bo wątpię żebym szybko opanował wymijanie i skrecanie i żeby ładnie było dookoła w sensie takim że raczej góry, niebo i lasy a nie pawilony handlowe i wycieczki.
Zdjęcia
Nie przestawa mnie zdumiewać drobiazgowośc przywiązywana do rzeczy małych. Ot, robia mi zdjęcie. Takie bardzo małe zdjęcie, na które mało kto rzuci okiem jak się ukaże. A jak rzuci to moze powie że mam głupia mine, albo że przeciwnie - inteligentnie mi z oczu patrzy.
Pracuje nad zdjęciem kilkanascie osób przez pół dnia. W tle bedzie rozmazana lampa. Czy przesunąc ja 5 centymetrów dalej, czy może nie. Czy ma być widoczny kawałeczek framugi czy ją zasłonić. A co z tym niesfornym kosmykiem i z małą fałdka która pojawiła się na rekawie.
A samo zdjęcie - troszke do przodu, ale nie tak. Usmiechnąc sie, ale nie za bardzo. Oczy zbyt szeroko otwarte - zmrużyc. Nie tak mrużyc. Otworzyć. Skrzyzowac ręce, ale palce jednak widoczne. Ciężar ciała na drugą noge. Stop, pojawiła się fałdka na spodniach. ....
I tak długo, długo.
A chodzi o jedno małe zdjęcie.
Ile jest takich malutkich zdjęć po których przesuwamy wzrokiem. ja też przesuwam. I nie myślę o zastępach ludzi którzy pracowicie ustawiali tło i poprawiali modelowi uśmiech i fałdki.
Salomon
Salomon rozsądził kiedys dylemat: która z kobiet jest matką. Ta która nie pozwoliła na rozrąbanie na pół dziecka o które się kłóciły. Ta druga się zgodziła - żeby było sprawiedliwie.
U Ewy Drzyzgi spotkały się dwie kobiety. Tym razem było wiadomo. jedna to matka. Druga - opiekunka. Ale dziecko mieszka u tej drugiej. I co więcej - potwierdził to sąd pierwszej instancji.
Dziwny to był program. Zanim zobaczyłem obie kobiety - byłem przekonany, że opiekunka ukradła dziecko. Zobaczyłem dziwną matkę która dużo za dużo używała solarium, jej dziwnego brata który tak bardzo wygladał jak gangster, że mógłby go grać w filmie i opiekunke - która wyglądała normalnie. Uwierzyłem opiekunce kiedy mówiła, że matka własciwie porzuciła swoje dziecko.
Co ciekawe - goście w studio i sama Ewa Drzyzga nie uwierzyli. Ludzie chyba podświadomie wierzą, że matka jakakolwiek by nie była to matka. Że z matką zawsze bedzie lepiej.
Ja nie wierzę. Jestem przekonany, że bedzie mu lepiej z opiekunką, bez matki. Że matka kręci.
Że to dziecko powinno zostać u opiekunki.
Ale nikt nie zadał najważniejszego pytania.
Czy jeśli wiemy, że dziecku dzieje się krzywda - powinniśmy je zabrać matce i już?
Czy jeśli matka dziecko bije, nie karmi, albo po prostu kompletnie się nim nie interesuje - mamy prawo pójśc i wziąc sobie to dziecko i otoczyć je miłościa i wychowac na fajnego człowieka?
Bo jeśli nie - to znaczy, że los dziecka nie jest w sumie ważny. Jesli tylko matka nie zabije ani cięzko nie skatuje - to hulaj dusza.
A jesli tak - to takich rodzin są tysiące. I co? Wejśc i zabrac te dzieci? Jak ta opiekunka u której chłopiec ma lepsze życie?

Krew z nosa
Jakimś cudem nasze dzieci się dogadały. Zamiast się prać cały czas, piorą się czasem. Przez resztę czasu - współpracują.
Dziś w sklepie Młoda jak to zbuntowany dwulatek dała noge zamierzając wpaśc malowniczo pod samochód. Pitu złapał ja za rękę.
- Puściaj - ryczała.
- Ej no nie mogę cię puścić, bo wpadniesz pod samochód i bedzie ci leciała krew z nosa - tłumaczył jej zagrożenia ruchu drogowego.
- Kiew? Nosia? - zapytała zdumiona.
- No tak, muszę cię trzymać.
- Dobzie - zgodziła sie nieoczekiwanie (mnie się to nie udaje)