RSS
wtorek, 29 czerwca 2004
Przyjaciele...

Mamy takie robocze założenie, że ludzie bardzo chcą mieć przyjaciół i zwykle ich nie mają. Chyba na tym wypłyneli "Przyjaciele". Bo kto by nie chciał mieć takiej grupy wsparcia. I to zawsze gotowej do wysłuchania opowieści, siedzącej sobie w lokalnym Central Perku, albo mieszkanie dalej. A mało kto ma takich przyjaciół. Przynajmniej miło jest obejrzeć ich na ekranie. Może to nasze pisanie też wynika z pragnienia posiadania dużej grupy przyjaciół? Tego że tak trudno ich znaleźć? Całkiem niedawno zapytalismy naszą znajomą o to czy ma przyjaciół. Powiedziała, że żadnych. Jest tylko praca. Może na przyjaźń już nie ma czasu? tyle trzeba w nią zainwestować?

P. S A propos komentarzy do poprzedniej notki.

1. Potwierdzamy - to my piszemy.

2. Jeśli chodzi o kawę - bardzo chętnie. Ale co będzie na Chłodnej 25 na jesieni?

3. Zauważylismy, że Bojarowski pisze że nas nie czyta. Jestesmy zdumieni ile razy nas nie czyta. Podejrzewamy że to jeszcze nie koniec jego nieczytania nas. 

sobota, 26 czerwca 2004
audiotele

Sądząc z komentarzy to powinismy wcześniej zrobić audiotele. Czy wolisz żeby wystąpił a. 1 kot b. 2 koty c. 3 koty. Wyślij szybko własciwą odpowiedź pod właściwy numer. :))

A jeszcze jakieś życzenia wobec kawy?

Dziś zyczenie, jutro realizacja :) I co z dziećmi? Tez mają występować czy raczej zostać w domku. No i pytanie w związku z kotem. Czy skoro Talków nie grają Talki to czy koty talków mają zagrać koty Talków czy jakieś inne koty?

środa, 23 czerwca 2004
mieszkanie Talków cd

Niestety nie widzieliśmy mieszkania talków :(

Zdjęcia były w weekend, a my wywieźliśmy sie z Warszawy. Ale zadzwonił kumpel, własciciel mieszkania Talków. Powiedział, że jest niesamowicie. Wpadł do swojego (no a własciwie przez te kilka dni nieswojego mieszkania bo w czasie zdjęc mieszkać się nie da, no chyba że przez kilka godzin w nocy) i nie poznał.

- To połączenie kilku stylów ocenił I dodał: - naprawdę super. Najchetniej bysmy sobie wszystko zostawili.

No i teraz zachodzimy w głowę jak wygląda nasze mieszkanie. Bo Miszakanie naszych znajomych znamy. Ale doszły różne rzeczy zawieszone na scianach, trochę mebli, troche kolorów.

No ciekawe. Byłoby pewnie troche nienormalne gdyby mieszkanie filmowych talków podobało nam sie bardziej niż nasze własne mieszkanie prawdziwych talków. Co?

wtorek, 22 czerwca 2004
Biust pani Roszko

No, to nas zaskoczyło. Choć nie powinno. Dziś od rana ktoś nas indaguje: a co z biustem pani Roszko.

- A co niby ma być - zastanaiwamy się.

Wreszcie doszliśmy. Superexpress mianowicie donosi, że kręci się nowy polski serial i że pani Roszko mianowicie - czyli Agnieszka Wagner być może odsłoni swój biust.

Hmm, hmmm hmmm.

No tak, sami jesteśmy dziennikarzami, więc powinniśmy znać takie mechanizmy. No i znamy oczuywiście.

Jakbyśmy nie byli to byśmy się zastanawiali: - skąd na Boga taki pomysł i takie pytanie.

Czy pani Roszko w felietonach kiedykolwiek odsłaniała biust?

A jeśli nawet dziennikarz uważa że to możliwe to może zadzwonić do producenta, Agnieszki Wagner, ba do scenarzystów w ostateczności i się zapytać.

Ale nie, nie. No dobra, wiemy przecież że nie o to chodzi. Wiemy jak takie niusy powstają. Jesteśmy przygotowani na więcej zaskoczeń.  W końcu o filmie powinno się pisać.

Choć.... prawdę mówiąć sam mechanizm dalej nas dziwi. Mechanizm znany w całej prasie kolorowej na całym świecie. Wiecie o co chodzi. Wziąć zdjęcie powiedzmy zatroskanego Johny Deppa i dać tytuł: "czyżby rozstanie??

Do tego mały tekścik przypominający w czym Depp zagrał, z kim jest żonaty itd.

I nagle my się w to dostaniemy. No nie, nie na taką skalę jak Depp :)

Ale zastanawiamy się czy za parę miesięcy będziemy się dowiadywać z gazet że np.

"Leszek Talko (37 l.) był ostatnio widziany z aktorką/ tancerką/ pisarką, kelnerką. Co na to jego żona Monika Piątkowska (** l.)

Czyżby idealne małżeństwo miało się rozstać?

Hi hi.

No dobra. A żeby rozwiać pytania ewentualne. Z tego co wiemy Pani Roszko nie pokazuje biustu. Nie ma co na to się nastawiać. Chyba. 

piątek, 18 czerwca 2004
dwa światy

Bardzo trudno przechodzic od rzeczywistości felietonowej do serialowej. Niby i tu i tu ci sami ludzie. I tu i tam pan Roszko i pani Roszko. Ale i jedni i drudzy żyją jakby innym zyciem. Roszko felietonowy dajmy na to zajmuje się głównie tym, że wpada z talka na piwo, albo podejmuje Talków u siebie w domu. Albo się naburmusza. Roszko serialowy zaś to zapracowany facet który ma swoje życie biurowe z którego trudno go wyrwać. Ma swojego szefa - Mareczka - którego w felietonach nie ma jak zreszta i całej masy innych postaci.

Powód oczywiście jest prosty. Gdyby w serialu Roszko robił to co w felietonach - czyli siedział i pił piwo byłoby jak na polskim filmie. Czyli nic się nie dzieje. Siedzą i gadaja. No byłoby nie do wytrzymania. Więc Roszko ma własne życie, niezależne od Talków. Tak samo Edzio, i Kazikowie. Każdy musi mieć własne życie i własne przygody bo jakby siedzieli wszyscy na kupie i gadali byłoby to straszne. Felieton jest krótki i moga gadac. Ale pół godziny w telewizji?

Pani Roszko tez musi mieć cos  z życia. A nawet ich synek. Ma przecież swoje przedszkole.

a W DODATKU MUSIMY - MY SERIALOWI JAKOŚ SIĘ SPOTYKAĆ CO WCALE NIE JEST PROSTE. Musi byc realistycznie więc nie możemy udawac że co chwila spotykamy się przypadkiem na mieście. Zauważcie jaka to ekwilibrystyka żeby bohaterowie się spotykali.

"Przyjaciele" po prostu mieszkali drzwi w drzwi i siedzieli non stop w knajpie. Ale w Polsce nie siedzi się non stop w tej samej knajpie. A przyjaciele nie odwiedzają się w domach - a przynajmniej nie codziennie :))

Dlatego bohaterami sitcomów zostają rodziny. Bo rodzina - wiadomo siedzi w domu. A sitcom jest ograniczony jeśli chodzi o liczbę planów zdjęciowych.

A najgorzej jest zrobić scenę plenerową. Bo powiedzcie, gdzie można naturalnie spotkac przyjaciół poza domem (odpadaja sklepy, knajpy, centra handlowe, muzea etc bo za filmowanie tam trzeba płacić. Moga się spotkać od czasu do czasu w centrum handlowym ale to mordęga bo zdjęcia robi się w nocy, trzeba nawieźc statystów którzy przechodza w tle, reflektorów żeby udawało to dzień).

Więc gdzie ci biedacy maja chodzić w plenerach. Po Starym Mieście? Przecież tam są tylko turyści - my przynajmniej nigdy w życiu nie spotkaliśmy tam znajomego. ŁAzienki - to samo. Marszałkowska? Las?

No cóz, Edzio ostecznie spotyka się z dziewczyną w ogrodzie w nowym BUWie, Talkowie spotykają Ankietera na pl. Zbawiciela. Ale i tak mamy wrażenie, że ludzie już nie chodza po mieście. Co najwyżej po centrach handlowych.

P.S Gdzię nam się zgubiła poprzednia notka. jeszcze chwilę temu tu była?

poniedziałek, 14 czerwca 2004
Mieszkanie Talków

Oczywiście nie musimy chyba mówić, że mieszkanie Talków nie jest mieszkaniem Talków. Ale strasznie trudno je było znaleźć. Wiedzieliśmy dobrze jak powinno wyglądać. W końcu sami mieszkamy w mieszkaniu Talków. Tyle tylko że zaludnionym przez samochodziki, klocki, pieluchy, kolejki drewniane, olbrzymie misie etc.

Natomiast Talki serialowe tego wszystkiego nie maja - jeszcze się nie rozmnożyli i nie wiedzą co przed nimi :).

Ale i tak nie było łatwo znaleźć własciwe mieszkanie. Znaleźliśmy całkiem przypadkiem. Kiedyś u znajomych wieczorem rozejrzeliśmy się dookoła i stwierdziliśmy: - to mogłoby być mieszkanie Talków.

Ma kuchnię łączona z salonem (ważne bo jak Talko robi coś w kuchni i niesie na stół nie trzeba robić cięcia). Ma filar pośrodku, dużo książek...

Swoją drogą kilka mieszkań odrzuciliśmy ze względu na brak książek. Bez książek Talkowie mieszkać nie mogą. A masa ludzi - może. Właściwie kiedy tak łaziliśmy po tych mieszkaniach to stwierdziliśmy że jesteśmy dziwakami. mamy ksiązki a nikt już nie ma. A o ile scenograf może załatwić obrazki na ścianach czy kanapę to trudno mu przywieźć z tysiąc książek na plan - i to takich żeby sie Talkowie ich nie wstydzili :)) 

piątek, 11 czerwca 2004
adaptacja c.d

Na początku złapalismy sie na tym, że po prostu nie da się wziąć felietonów - rozpisać ich na dialogi i gotowe. Nasi bohaterowie - w tym my felietonowi - może i dobrze sprawdzali się w felietonach ale w filmie?

Złapaliśmy sie na tym przy Roszku.

- Właściwie dlaczego mamy lubić tego faceta. Popatrzmy: jest skąpy, chytry, samolubny. Jak wypadnie na ekranie?

Fatalnie, dlaczego ktokolwiek chciałby ogladać takiego potwora. A jak go nie polubi to go nie obejrzy. A my - filmowi - to lepsi? Monika, najlepsza z żon jakby ciężka na umyśle i trzyma meża na smyczy. A ten mąz to bufon jakis straszny, zarozumialec.

A przecież powinno się ich lubić. Lubiliśmy Hannibala Lectera. Nie za to że mordował ludzi, ale jednak był niesamowity, ujmujący, inteligentny. Jakimś cudem udało się go stworzyć takim że był potworem, ale potworem dającym się lubić.

Pani Bukiet z "Co ludzie powiedzą" tez daje się lubić, mimo że jest potworem.

Więc trzeba było dołożyć trochę rzeczy - w porównaniu z felietonami -  po to, żeby dało się ich polubić.

wtorek, 08 czerwca 2004
Adaptacja

Ogladaliście "Adaptację"? Jeśli oglądaliście to możecie nas sobie wyobrazić. Męki scenarzysty który musi coś napisać i nic mu nie wychodzi, więc męczy sie dalej, naciska producent, terminy mijają.

Już na początku wiedzieliśmy że nie będzie prosto. Że felietony a serial to zupełnie coś innego. Swoją drogą kanadyjczycy którzy wymyślili Kasię i Tomka to geniusze. Bo wymyslili jak to obejśc. Nic nie trzeba zmieniać. Po prostu bierze się felieton, rozpisuje na dialogi i gotowe. I nic nie musi sie zgadzać. Czas akcji, miejsce akcji, temat. Scenka numer dwa może się łączyć ze scenką numer jeden ale nie musi. Nic nie musi.

No ale my musieliśmy napisać coś co jest serialem który ma początek środek i koniec. I jesli w scenie pierwszej wisi strzelba to w ostatniej musi wypalić.

I coraz bardziej dochodziliśmy do wniosku że trzeba po kolei pozmieniać wszystko jeśli ma to ruszyć. ... 

sobota, 05 czerwca 2004
Monika i Leszek...

A propos obaw o to jaki to bedzie serial. Sądzimy że każdy kto robi film, adaptuje ksiązke - obawia się tego. Pamiętacie adaptację jakiejkolwiek ksiązki gdzie by nie było obaw czy zostanie zachowany duch dzieła, czy bohaterowie będą tacy jakich sobie wyobrażalismy? Czasem sie udaje - "Władca Piescieni" chociażby. Tam to dopiero było obaw. My wierzymy że się uda i chyba na zapas nie warto się martwić.

A co do obaw że będzie podobne do Kasi i Tomka. Hmm. "Kasia i Tomek" bardzo nam pomogli. Kiedy ruszalismy kilka lat temu z felietonami a potem zaczęlismy mysleć o filmie - to nikt nie wierzył że to się uda. Po prostu - target group (czyli 20-30 latki z dużych miast jest za mały). A tymczasem Kasia i Tomek chwycili i mimo że kanadyjscy zrobili furorę. Wtedy pewnie ktoś wpadł na pomysł: to może Talki też chwycą?

Pewnie bez Kasi i Tomka nie byłoby naszego serialu. Tak już w Polsce jest, że robimy to co sprawdziło się na Zachodzie a nie odwrotnie.

Nasz serial będzie inny niz Kasia i Tomek ale na pewno nie da się uniknąć porównań. przecież i my i oni to ta sama grupa wiekowa, społeczna. Wiele razy oglądając Kasię i Tomka wychwytywaliśmy echa swoich felietonów spod lat. To nieukninione. te same problemy, kłótnie małżeńskie o to samo.

My mamy tylko nadzieję że nie będziemy mieć tylu odcinkow - bo wtedy psuje sie jakość (hmm, choc rosnie portfel :)) 

czwartek, 03 czerwca 2004
Dziennikarka...

Kiedy serial już pojdzie - naprawdę zjawią się dziennikarze...

Kiedy wydaliśmy zbiór felietonów udzieliśmy ze 20 wywiadow (coś nowego, do tej pory to zawsze my zadawaliśmy pytania).

Myślę że trzymalismy się dzielnie choc w momencie kiedy przyszła do nas dziennikarka i rozegrała się poniższa scena musieliśmy zaciskać pięści. Tej sceny akurat nie ma w filmie, ale spokojnie mogłaby być. No i to tzw fakt autentyczny.

Dziennikarka: - ja przyszłam tylko na zastępstwo.

My: - Aha, to może kawy herbaty...

Dziennikarka: - Nie mam czasu. Tylko 3 minuty. Muszę nagrać materiał i lecę dalej.

My: jasne.

Dziennikarka: - A co wy właściwie robicie?

My: - Nooooo, piszemy.

Dziennikarka: - To wiecie co, nagrajcie mio takiego jingla co wy piszecie. tak żeby byo krótko i smiesznie.

My: - Postaramy się.

Dziennikarka: - A co to?

My:- Książka. Nasz zbiór felietonów. Własnie sie ukazał.

Dziennikarka: - O, no to świetnie. To powiedzcie w 15 sekund o czym to jest.

(My mówimy 15 sekund)

Dziennikarka: - A nie możecie bez tego "yyyy|. No dobra, to się wytnie. Mamy jeszcze pół minuty. Napisaliscie książkę. A co jeszcze piszecie? Tylko tak smiesznie opowiedzcie.

Monika: - Książkę o smierci

Dziennikarka: - To się wytnie,. Muszę juz lecieć, jestem spóźniona,. Zaraz, tylko zapiszę na kasecie. Jak się nazywacie?

My: - Von Buddenbrock

Dziennikarka: - Słucham?

My: -Talko 

Dziennikarka: - Tolko. OK. Lecę. Miło było poznać.

 
1 , 2