RSS
środa, 22 czerwca 2005
Znaleziska
Z remanentów. Zdjęcie wspomnienie.
Z bazaru al-khalil w Kairze. Bardzo ale to bardzo szukałem toalety.
Znalazłem. Właściciel knajpki najpierw nie chciał żebym to zrobił - bo jak to, turysta i tu?
Ale byłem silnie zmotywowany i przekonałem go.
Wersji dla pań nie było.

środa, 15 czerwca 2005
Trudne pytania
Dzis najlepsza z żon postawila trudne pytania
- Sluchaj, jak to jest ze ja mowie do telefonu a ktos mnie slyszy.
- No, membrana? cos z elektryka? takie tam - powiedzialem niepewnie. - A zreszta ludzie 100 lat mowia, a nagle zaczelas sie zastannawiac.
Potem zapytala mnie.
- Sluchaj, dlaczego z ludzmi tak jest ze nie mozna wprost powiedziec czego sie chce a czego nie chce i juz. Trzeba grac, udawac, krzyczec zeby wywalczyc swoje. A nie mozna by tak normalnie?
- Hmmm - oswiecilo mnie. Mozna.
Albo nie, nie mozna.
- No wlasnie. Wszyscy by sie poobrazali - pokiwala glowa najlepsza z zon.
Zgodzilem sie.
poniedziałek, 13 czerwca 2005
Na finiszu
W poniedziałek termin oddania do wydawnictwa drugiej części "Dziecka dla poczatkujących". Czyli "Dziecko dla średniozaawansowanych".
A jeszcze do zrobienia
ustalenie kolejności rozdziałów.
Dopisanie puent
Zlikwidowanie około miliona literówek.
Teoretycznie trzeba by siedzieć i pisać dzień i noc.
Ale jest jedno "ale". Mianowicie mamy dzieci. W związku z tym dzisiejszy dzień wyglądał tak:
pójście na plac zabaw
robienie obiadku
zjadanie obiadku
powtórne pójście na plac zabaw
bawienie się
kładzenie spać.
Padnięcie wyczerpanych rodziców na kanapy.
No nic, siadam do pisania
I mam dobrą puentę.
W pisaniu książek o dzieciach najbardziej przeszkadzają dzieci.
piątek, 10 czerwca 2005
trzymajcie kciuki ludzie.
jadę się właśnie wykazać na egzaminie z prawa jazdy.
nogi mi się trzęsą jak elvisowi presleyowi.
nic już nie pamiętam jak to jest z tymi słupkami.
znikam.
monika
środa, 08 czerwca 2005
W banku
Dlaczego nie pracujemy w banku? tam musi być niezwykłe życie. I niezwykły tok myslenia. Wszystko musi być niezwykłe. Wiemy bo własnie staramy się o kredyt.
Gdyby taki miły pracownik banku prowadził pamiętnik to pewnie wygladał by tak.
Powiedzmy że zapowiada się miły dzień. Niestety jak na złośc do banku zgłasza sie klient. Chce nie wiedzieć czemu kredyt. Oczywiście trzeba mu powiedzieć że dostanie ten cholerny kredyt w dwa dni - bo wszyscy tak mówią.
Musi tylko przynieśc zaświadczenie z pracy o zarobkach - no i tyle.
Niestety, ten klient znowu przyszedł. Co robić. Ma już zaświadczenie.
Mówimy mu, że musi donieśc kopie umów zleceń.
A to niespodzianka - doniósł. Chyba naprawde chce ten kredyt.
Mówimy że ma przynieśc Pity 8b. Nie wie co to jest ha ha. to te pity co dostaje od pracodawców i sobie je podlicza.
Przynosi. Ech ci ludzie.
Każe mu przynieśc umowy z tymi pracodawcami. Zakład że przyniesie. Nachalny jest.
Przynosi,
Mówimy mu więc że niestety trzeba jeszcze zaświadczenia z urzędu skarbowego o osiągniętym dochodzie.
Mija tydzien - tyle to trwa w urzędzie. A klient wraca ze swistkiem. I co z takim zrobic?
Teoretycznie moge mu powiedzieć, żeby sobie dał spookój i przestałł mnie meczyć. Ale nie mogę. Sam musi zrezygnować. taka zasada którą narzucili szefowie.
Mówię klientowi że ma przynieśc od firm z którymi współpracuje zaświadczenie o tym że współpracuje.
Klient nie rozumie. Przecież to proste.
Pyta po co, skoro już mamy umowy z nimi, Pity od nich i zaswiadczenia z banku ze naprawdę płaca i zaświadcxzenie z urzedu Skarbowego że naprawde zapłacili.
Mój Boże, co ja mam z tym gościem zrobić.
- No jak to po co - tłumaczę. - Po to, żebysmy wiedzieli czy te firmy zamierzają z panem współpracowac w okresie kredytowania.
- Ale ja biorę kredyt na 20 lat - klient wybałusza oczy.
- I co- pytam.
- To znaczy, że te wydawnictwa mają się zobowiązać że będą wydawac nasze książki przez 20 lat, a producenci że będą kręcić nasze filmy przez 20 lat?
- takie sa przepisy - rozkładam ręce modląc się żeby zrozumiał i juz sobie poszedł. - Musimy mieć poświadczenie że pan tam zarabia i żona tez.
nie idzie. Pyta dalej.
- Ale dałem już pity, umowy, wyciągi z konta i zaświadczenie z urzędu skarbowego i to nie starczy? Nie wynika z tego że jednak zarabiam?
Ja nie mogę. Czy on się nie domyhśla? klne w duchu. Głosno mówię.
- Prosze przynieśc dokumenty panie Talko, takie przepisy, nic nie poradzę. Te wydawnictwa czy jak tam moga po prostu zaświadczyć  że zamawiają u pana książki, podać co jaki czas co miesiąc, czy co kilka miesięcy i już. To tylko jedna kartka papieru panie Talko. I zapraszamy do nas z dokumentami.
Zastanawiam się - czy on wróci jutro?
Eeee, chyba nie.
poniedziałek, 06 czerwca 2005
Niedziela na Orly
To nie była żadna desperacka decyzja. Tylko próba zajęcia czymś dzieci.
Góraszka - tak to jest to pomyśleliśmy.
Wybiegają się, zmęcza pójda spać (czyli przejdą do stanu ukochanego przez wszystkich rodziców.)
Młoda i Młody przyjechali, rozejrzeli się i spojrzeli porozumiewawczo na siebie.
Młoda dała dyla w jedną stronę, Młody przykuł się do ogrodzenia ioznajmił że nigdzie nie pójdzie. Będzie stał i oglądał samoloty. Młoda wyła że chce kiełbaske nie dając podpowiedzi jak chce ją dostac skoro nie chce stanąc w kolejce liczącej na oko sto osób. Młody stwierdził że chce iśc do wesołego miasteczka które zainsalowało sie obok lotniska. A konkretnie chce jeździć kolejką. 3 minuty za 8 złotych. A może zmienić fach i zarabiać na życie taką kolejką? 20 Młodych razy 8 złotych razy powiedzmy 10 godzin?
- Skończyły nam sie pieniązki - poinformowałem po kilku rundach młodego.
- Idź do bankomatu i weź - usłyszałem.
Młoda w tym czasie wyła bo spodziewała się że nigdy już nie ujrzy brata odjezdzającego kolejką w siną dal. Kiedy kolejka jednak wracała i przejeżdzała nam przed nosem podskakiwala z radości, ale kiedy odjeżdżala wyła znowu. i tak cały czas.
W końcu odciągneliśmy go od kolejki. Młoda się uspokoiła, za to wył Młody bo uznał kolejkę za swoje środowisko naturalne.
Samoloty były daleko w tle.
- O, chyba spadnie - stwierdził filozoficznie Młody w pewnym momencie ale zaraz znowu zaczał ryczeć żądając powrotu do kolejki. Za ostatnim razem trzymał się kurczowo wagoniku a ja musiałem udawać siły policyjne rozbijające nielegalny strajk i odrywać go od parowozu w asyście kolejnych pasażerów czekających na miejsce.
Wróciliśmy do domu na ostatnich nogach i padliśmy.
Młody ryczał: - nie lubię was, nie lubię. Chcę kolejkę.
To tyle o samolotach. Jakieś latały na górze.



niedziela, 05 czerwca 2005
Prawda o talkach
Przynajmniej sądząc z rzeczywistości wirtualnej.
Byli super.
byli mało zabawni.
Gdzie tam, byli beznadziejni.
Byli jedynym co się nadawało do czytania w Gazecie.
Mozna się było wyrzygać.
Ściągali z Koshona, dobrze wiem bo trafiłem na jego felietony.
Zawsze od nich zaczynałem czytac gazetę.
Nie znosiłem tego ich ich lansu.
Jak to dobrze że ich wreszcie nie ma.
Nie ma ich? Przestanę kupować gazetę.

Hmmmm, reflekcja numer 1
Strasznie dużo nieznanych ci ludzi nie lubi cię a nawet wręcz nienawidzi.
Refleksja nr 2
Strasznie dużo nieznanych ci ludzi cię uwielbia.

refleksja nr 3
Efraim Kishon - nasz ulubiony felietonista zrobił wielka kariere - ale jednak głównie w Niemczech, krajach anglosaskich. Wyjechał w ogóle i osiadł w Szwajcarii gdzie kupił sobie posiadłośc. Pisał o Izraelu ale mieszkał w Szwajcarii.
piątek, 03 czerwca 2005
To już jest koniec

W odpowiedzi na pytania :)

Tak, to juz jest koniec, to dziś był ostatni felieton.

I nie - to nie była nasza decyzja - o zakończeniu pisania felietonów. Decyzja przyszła z góry i już. Chcielibyśmy felietony reaktywować - jeszcze nie wiemy gdzie i kiedy.

Jakieś pomysły? :)