RSS
piątek, 30 czerwca 2006
Jak doprowadzić przylaciela do zawału
1. Poprosić go o zaopiekowanie się kotami na czas wyjazdu i dokarmienie.
2. Posiadac kota płci żeńskiej o imieniu męskim Ptiszon. Kot ten charakteryzuje się zdolnością do dematerializacji.
3. My wyjeżdzamy, kot znika, przyjaciel zachodzi w głowę co z kotem.
4. Kot nadal zniknięty. przyjaciel dochodzi do jedynego wniosku - rzucił się z okna.
5. Przyjaciel po przeszukaniu mieszkania zaczyna szukać pod oknem - w poszukiwaniu kłebków sierści (wysoko).
6. Nasze dziecko tymczasem ząda od nas żebyśmy zadzwonili i spytali jak tam sie czuje kotek.
7. Przyjaciel odchodzi od zmysłów. jeszcze raz przeszukuje mieszkanie i szuka pod oknem. Nadal nic.
8. My wracamy. Za drzwiami wita nas potwór. Czyli Ptiszon w wersji x3. Utył chyba z trzy kilogramy. Na cżłowieka to sporo a co dopiero na kota który ważył 3 kg. Wygląda jak pluszowa kula, ryczymy ze śmiechu.
9. Dzwonię do przyjaciela i zaczynam tak: - Coś ty zrobił naszemu kotu? - No własnie, co zrobiłeś - wykrzykuje syn.
10. W tym momencie przyjaciel powiedział, że mało nie dostał zawału wyobrażając sobie, że własnie znaleźliśmy jakis biało czarny placek futrzany.
czwartek, 29 czerwca 2006
szympansy wędrowne
Rozmawialismy z przyjaciółmi. Zeszło na dowody uznania. Na to wszystko czym pracodawca daje do zrozumienia pracownikowi, że go ceni (albo nie daje - ale to inna historia).
No więc nasi przyjaciele dostają z pracy: samochody, laptopy, służbowe karty kredytowe. Nic niezwykłego - czytałem, że takie własnie "drobne" gesty pracodawcy o wiele silniej wiązą z firmą nić większa pensja.
W każdym razie sytuacja jest jasna. Dostajesz lepszy i droższy służbowy samochód - znaczy cenią cię. Nie dostajesz - kiepsko.
Dostajesz nagrodę z zysku - cenią cię. Nie dostajesz - kiepsko. Czyli informacja zwrotna.
W porównaniu z tym systemem pisarz ma niestety przechlapane.
Monika zastanawia się - jaka właściwie jest jej pozycja na rynku. Wydała książkę - i co dalej? Nie ma żadnej informacji zwrotnej.
Nie wiedziałem skąd ten ten niepokój dopóki nie przeczytaliśmy książki "Korporacyjne zwierzę". Strasznie ciekawa. A przy okazji wyjaśnia zagadkę. Ludzie tak jak szympansy mają zakodowane, to że chcą znać miejsce w stadzie.
W stadzie na czele jest samiec alfa, potem inne samce i tak dalej. Każdy wie kto jest nad nim i pod nim. Podobnie w firmie: ty dostajesz skodę octavię więc jesteś nad tym co dostał skodę fabię, ale pod prezesem który jeździ skodą superb.
Tymczasem jeśli piszesz książki - nie wiesz nic. I to niepokojące.
I niby naturalne. Skoro nie chcemy być zwierzętami korporacyjnymi - nie powinniśmy narzekać. Niue musimynikomu nadskakiwać ale i nikt nie nadskakuje nam. Ale jednak szympansia natura odzywa się.
W "Korporacyjnym zwierzęciu jest wzmianka o tych innych. Otóż są szympanse które nie trzymają ze stadem. Czyli nie iskają innych ale i same nie są iskane. To szympanse wędrowne.
Niestety szybko umierają. Iskanie jest jednak niebędne.
środa, 28 czerwca 2006
Zwykły, niezwykły
Dzień wyrózniał się nie tylko temperaturą. Otóż w całkiem niepojęty dla nas sposób podpisaliśmy umowę i za kilka dni ruszy budowa naszego domu. Niepojętych - bo to że udało załatwić się kilogram papierków które to umożliwiły - nie, własciwie nie mam pojęcia jak udało się to załatwić.
W każdym razie plan jest taki - za cztery miesiące zmienić tytuł bloga na "Talki z małej wsi" i sie przenieść. No zobaczymy.
A tak w ogóle - człowiek uczy się masy nowych rzeczy. Choćby takiej że istnieje urząd, a w tym urzędzie pani. A zadaniem jedynym tej pani jest zaopiniowanie położenia bramy. Bramy rzecz jasna nie ma. Ale na planie jest wyrysowane gdzie ma być. I pani opiniuje - że brama może tam być, bo przylega do drogi.
Oczywiście to nie znaczy, że bramę można postawić. Trzeba teraz zdobyć plan i rysunek samej bramy i udać się do Pani. Aha, to nie znaczy, że można już zrobic podjazd. Nie, nie. Trzeba kolejny plan i udać się do pani.
Pani na wydanie papierka ma tydzień albo dwa.
tak przy okazji zafrapowało mnie - czy pani ocenia pod kątem estetyki (bo skąd tyle paskudnych bram). Ale nie - pani ocenia tylko pod kątem tego czy brama przylega do drogi.
wtorek, 27 czerwca 2006
ale za to...
będzie dużo wpisów na blogu. Trzeba walczyć o bycie poważanym :)
odkrycie
Ważnych odkryć dokonuje się w dziwnych miejscach. Tego dokonałem w łazience. A właściwie Monika dokonała.
Zdiagnozowała mnie.
Całe życie chciałem żeby ludzie mnie lubili.
Teraz najwyraźniej urosłem i to mi już nie wystarcza.
- Teraz chciałbyś żeby cię cenili i to cię męczy - stwierdziła moja nieoceniona żona.
Tak, to prawda. mam muz dosyć bycia fajnym. Teraz chciałbym być poważanym. Początek kryzysu wieku średniego?
Wieczorek autorski
Monika wreszcie wydała książkę.
http://www.merlin.com.pl/frontend/towar/434869
Hm, dziwna rzecz. Oddała ja do wydawnictwa ponad rok temu, zaczeła pisać prawie dwa lata temu. A dopiero teraz jest.
Był wieczorek autorski. Wieczorki autorskie zawsze są bomba. Jest chyba duża grupa ludzi którzy chodzą na wszystkie. Podobnie zreszta jak na konferencje prasowe. Kiedyś widywałem pewnego pana bodaj z "Kwartalnika Pszczelarskiego". Choć może był to "Półrocznik ornitologiczny". Chadzał z upodobaniem na konferencje Microsoftu albo Sony. Zadawał zawsze pytanie. Powiedzmy takie:
- Czy najnowszy produkt Microsoftu (Sony, HP, Nike) jest w zgodzie z ochroną środowiska?
Poczym udawał się do bufetu.
Z wieczorkami jest chyba podobnie. Ale nie uprzedzajmy wypadków.
Ten Moniki był w klubie Punkt. Ja zaś miałem go prowadzić.
Już na początku serce mi zamarło gdy dowiedziałem się że mamy rozmawiać o ksiązce  prawie godzinę.
Ksiązka własnie się ukazała - nikt więc jej nie przeczytał. Trudno rozmawiać więc o treści. Trzeba rozmawiać o .... No własnie. O czym?
O literaturze i fascynacjach. Udało się.
A potem nastąpiły pytania z sali.
Pewien sympatyczny pan chciał sie dowiedzieć jak to było z Harry Potterem. I dlaczego stał sie taki popularny.
Inny - dlaczego Lem nie stał się aż taki popularny (a może sie stał?).
Jeszcze inny zaproponował Monice deal. Otóz on zna sprawę jak w czasie wojny jeden Polak dał w pysk jednemu Anglikowi i mozna by z tego zrobić powieśc. On dał pomysł i chetnie da nazwisko na okładkę. Monika ma zaś napisać.
Następnie inny powiedział, że on zna straszne przewały po prostu w spółdzielni mieszkaniowej i to się nadaje na powieść (ale nie wymagał żeby dawać go na współautora).
Żadne z pytań rzecz jasna nie dotyczyło powieści ani autorki :)
Do mnie zaś podeszła pewna dystyngowana Pani i powiedziała, że ja jako elita narodu powinienem się wstydzić. Miast bowiem krzewić kulturę i polszczyznę bezbłedną - ja ją plugawię a to w taki sposób że źle akcentuję i połykam końcówki.
Chetnie się z tym zgodziłem i obiecałem usilnie poprawę.
Dama zaś owa zmierzyła mnie spojrzeniem i powiedziała.
- Mówi Pan nieprawidłowo podobnie jak Giertych.
- Giertych - zdumialem sie.
Dama popatrzyła i rzuciła litościwie.
- Olejniczak też tak bełkocze.
-----------------------------------
A wracając do książki.
Żywię spore nadzieje, że pójdzie na Nobla i załatwi nam godziwy dochód na starośc (młodym jakoś nie dają).
No cóz,  słowo honoru. jakbym miał kupic polską ksiązke to kupiłbym "Krakowską żałobę". :)

ciąg dalszy nastąpił
Najlepsza z zon zapytała znienacka - a ty piszesz dalej tego bloga?
- Nie, jakoś tak zapomniałem - wykręciłem się.
- A dlaczego?
- Hmmmm, no własnie.
1. Bunt dwulatka - to powód głowny. nasza dwulatka zbzikowała i stwierdziła że będzie wstawać o szóstej rano a kłaśc się o 23. I tak robiła. proszę nie pytac jak ona to wytrzymywała. ja nie wytrzymywałem - kładliśmy się spać przed nią. Rzecz jasna o luksusach takich jak blog - zapomniałem.
2. Pisanie ksiązki. W pewnym momencie stwierdziłem, że własciwie skoro i tak jestem niedospany to w ogóle moge przestac spać - zwłaszcza że zbliżał sie termin oddania do druku "Dziecka dla profesjonalistów. A więc pisałem do 4 rano i bloga nie prowadziłem. A o 6 budziła się zbzikowana córka - jak to zbzikowana dwulatka. Wszystko było na nie.
3. Za to naszła mnie refleksja której nie omieszkałem umieścić w ksiązce. My padamy i zasypiamy i nie mamy czasu na nic. jakim cudem tylu ludzi tak często i pieknie pisze o dzieciach. Potem znalazła się odpowiedź. Jak piszą - mogą przez chwilę z tymi dziećmi nie być i odpocząc. Nam zbzikowana dwulatka nie pozwoliła. :)