RSS
poniedziałek, 30 sierpnia 2004
Korsyka

Pojechaliśmy na tą Korsykę tak raczej po wariacku. Właściwie dlaczego na Korsykę? A tak nam przyszło do głowy w momencie kiedy dziadkowie zaofiarowali się niebacznie że będą zachwyceni mogąc gościc u sibie Emika i Kudłatą (dla wyjasnienia - to Emik to Emik - poważny gośc w wieku lat 2.5 a kudłata to jego niegramotna siostra usiłująca z prawdziwą pasja zgłębić problem. jak to się dzieje że wszyscy chodzą na dwóch nogach a tylko ona i koty - na czterech).

Hmmm, no więc ta Korsyka. No więc wydawała nam się miejscem wolnym od wielkich zmakdonaldyzowanych hoteli, przemysłu turystycznego a za to pełna urokliwych małych zatoczek gdzie mozna do woli oglądać zachody słońca.

Więc ruszyliśmy. Serial się nakręcił, fachowcy go montują, dodają dzwięk i inne rzeczy o których nie mamy pojęcia, jednym słowem w ogóle nie jestesmy potrzebni, dzieci hasają u dziadków a my pakujemy namiocik, i w droge. Z rzeczy luksusowych to wzieliśmy materac dmuchany i elekkrtyczną pompke, bo nie chciało nam się wracać do dawnych czasów spania na karimacie.

Korsyka widziana z promu wygląda właśnie tak (a na pierwszym planie - my :))

Własciwie nie będzie chyba zaskoczeniem kiedy powiemy, że oczywiście były tłumy. Wjechaliśmy w rozpaczy na potwornie wąską drogę usianą trupami samochodów poprzednich turystów którzy spadli w przepaść. Przejechaliśmy 100 kilometrów w obłednie szybkim czasie czterech godzin a na końcu był kemping. - No, tu to na pewno turyści nie dojechali - pomysleliśmy.

A figa, zatkane do ostatniego miejsca.

Ale jakoś mamy szczęście. Wieczorem skręciliśmy jeszcze w jedną drózkę w bok. To był chyba 15 znaleziony kemping - wszystkie pełne, można sie ustawic co najwyżej koło ubikacji i kosza na smieci.

A ten był pusty. Stanęliśmy więc obok palmy i trzcin. O tak....

poniedziałek, 23 sierpnia 2004
Powrót do domu

Nie było nas dwa tygodnie.

Wczoraj powrót.

Emik dwa razy zarzygał się od stóp po uszy - i to dosłownie. W domu pandemonium. Co potrafią trzy koty zostawione same sobie (ale jednak w międzyczasie dokarmiane przez rodzinę).

Po pierwsze robią się dwa razy większe - bo zdenerwowane naszą nieobecnością żra bez opamiętania.

po drughie drą wszystkie napotkane gazety i książki.

Po trzecie - mszczą się - zostawiając slady hmmm to eufemizm - swojej działalności na rzeczach które wisiały na wieszakach i zostały z nich ściągniete.

Emik po przyjeździe chce kolacje, Kudłata czyli jego siostra - chce zjadac mopa, koty chcą byc przytulone.

A my też chcemy żeby ktos się nami zajął - ale nie ma kto. :))