RSS
czwartek, 25 października 2007
Widziane ze wsi
Zadziwiające jak inaczej spoglądamy na świat ze swojej wsi. Przede wszystkim - do czego doszlismy wczoraj - nie nadajemy się absolutnie do żadnej pracy zespołowej. Bo nie uznajemy autorytetów. Żadnych. I w każdej pracy zamiast wykopnywać polecenia - my uważalibyśmy że wiemy lepiej.
Może dlatego tak naiwnie dziwimy się kolejnemu politykowi gadającemu bzdury. Bo przecież wie że to bzdury a gada. Na jego miejscu my bysmy powiedzieli że to bzdury (i z hukiem wylecieli).
Ale co gorsza - nie wierzymy w sens pracy i kariery.
Mozna by to powiedzieć mądrze, ale postaram się przystepnie.
Coś się zmieniło.
Kiedyś chodziło o to, że gdy jesteś piekarzem - to rób smaczny chleb.
A gdy jesteś krawcem szyj dobre ubrania.
A jeśli prowadzisz sklep to rób to dobrze.
A gdy piszesz w gazecie - czyń to ciekawie.
A dziś już nie.
Teraz piekarz chce zrobić sieć piekarni i pracuje nad wykoszeniem konkurencji.
Krawiec przestał szyć. Zamawiua w Chinach.
A to czy dziennikarz napisze ciekawie czy nie nie ma najmniejszego znaczenia. Liczy się to czy do pisma jest dodana fajna torba albo płyta.
W pracy trzeba się spinać. Walczyć o pozycję na rynku. Walczyć z konkurencją. Wykonać plan.
Nasi przyjaciele to robią. Siedzą w pracy do 21. Zamęczają się. Trzeba dopiąc ten kontrakt. Sprzedać tą transzę. Zrealizować cykl.
I tu bysmy się nie nadawali. Dlaczego mam jak wariat pracować po godzinach? Dlatego, że trzeba zrealizować jakiś magiczny cykl? Kogos prześcignąć?
Spowodować że moje chipsy wysuną się na prowadzenie przed chipsami konkurencji?
To przeciez jakieś wariactwo. Ale nie znamy nikogo chyba kto by nie brał w tym wariactwie udziału.
Wynika z tego, że wariatami jesteśmy my.
środa, 24 października 2007
Remanentów...
Z rzeczy politycznych: zadziwiające jest jak bardzo monotematyczni są politycy PIS. Premier który jak katarynka powtarza jednym tchem że jest otoczony agresją a sam bucha jadem. Ci inni którzy bez ustanku powtarzaja frazesy. Jakim cudem mozna domagać się zapewnień że PO nie wejdzie w sojusz z LiD skoro samemu było się w sojuszu z lepperem? Jakim cudem można atakować za strasznie rozkopaną skądinąd Warszawę skoro samemu zbudowało się pół kilometra autostrady.
I skarzyć się na nierzetelnośc mediów.
A mnie media irytują. Kiedy jeden z brytyjskich dziennikarzy pytał o cos ministra a ten zamiast odpowiedzieć atakował opozycję dziennikarz przerywał i powtarzał pytanie. I tak 26 razy - aż minister wreszcie odpowiedział. Czegos takiego dziennikarze w Polsce nie robią. Grzecznie słuchaja bzdur. Szkoda.
Swoją drogą bardzo to przypomina rozmowy z dziećmi. Pytasz się dlaczego łazienka zalana wodą, a dostajesz odpowiedź że to twoja wina bo nalałeś za dużo wody. Pytasz znowu i dowiadujesz się że masz dać cukierka.
Różnie walczono z Kaczyńskimi, ale najłatwiej i najskuteczniej chyba walczyć smiechem.
Przy okazji wieczoru wyborczego - po raz kolejny stwierdziliśmy że nie znamy nikogo kto by głosował na PiS. I nikt ze znajomych też nie zna.
To xle czy dobrze?

Z rzeczy innych. Ruszyła strona www.dzieckodlaodwaznych.pl. O rany i tam też trzeba pisać.

I kończą robić płot. Bez płotu życie jest cięzkie. Bezpańskie psy zachodzą do miski naszego psa i podjadają. A ten zdjęty gniewem wszczyna alarmy w środku nocy.


wtorek, 09 października 2007
Z powrotem
No i minął z górą rok od ostatniego wpisu. Rok w którym zmieniliśmy sobie życie.
Mieszkalismy w środku miasta. teraz mieszkamy w środku lasu.
Pracowaliśmy w gazecie Wyborczej.  Teraz jesteśmy wolni (a można powiedzieć bezrobotni).
Nie mieliśmy psa a teraz mamy. Mamy dom.
Mnej niz kiedykolwiek wierzymy w polityke, korporację i sens pracy :)
Zdecydowanie bardziej jesteśmy szczęsliwi.
Właściwie szczęsliwi jak diabli ze to wszystko już za nami. Że nie pracujemy już sami w korporacji. Że zdecydowalismy się odejśc (to niby nic takiego, niektórzy zmieniaja pracę co chwila, ale my spędziliśmy tam kilkanaście lat, całe życie).
Więc teraz robimy przetwory - mamy chyba kilkanaście słoików własnych grzybów - kto by pomyślał. I trzy słoje suszonych.
Jest fantastycznie :)