RSS
poniedziałek, 21 sierpnia 2006
Nazwy
Z niewiadomego powodu drazni mnie nazwa "Orange Ekstraklasa". A własciwie nie sama nazwa. W końcu to prawo sponsora żeby wstawić sobie logo. Ale fakt, że nową nazwę podchwycili wszyscy. Żaden dziennikarz nie zapyta już:
- Jakich nowych zawodników zobaczymy w I lidze.
Zapyta
- Jakich nowych zawodników zobaczymy w Orange Ekstraklasie.
Powie
- Już jutro następne mecze Orange Ekstraklasy.
Całkiem prywatnie interesuje mnie.
- A jakby powiedział:
- Jutro w lidze mecz Legia-Amica
To co? Wyrzucą go z pracy?
niedziela, 20 sierpnia 2006
Do Anglii
Ktos znajomy kto pojechał do Anglii stwierdził.
- Za diabła juz tu nie wrócę.
- Dlaczego?
- tam jest prawdziwe życie. Tam mogę wszystko. tam szef idzie mi na rękę, sąsiedzi mnie lubią, bank nie stwarza problemów i nikogo nie obchodzi czy mam kolczyk, czy mam żonę czy jestem gejem i tak dalej.
No właśnie. I tak dalej.
Też się na tym złapałem. na tym i tak dalej. Na tym że ktoś powiedział, że tu jest duszno i nie potrafił sprecyzować.
Na tym, że Polakom w tej Polsce źle a w Anglii dobrze. I że cholernie trudno sprecyzować gdzie jest duszno i o co chodzi. I wszyscy chcieliby dać nogę  bo tam można żyć.
Fajnie by to było sprecyzować. Nieokreślone uczucie duszności.
Za grosze
Ważna książka. "Za grosze. Pracować i (nie) przeżyć Barbary Ehrenreich. Amerykanka w średnim wieku, dziennikarka. przez dwa lata sprawdzała na własnej skórze jak to jest: byc kelnerką, sprzątaczką, zarabiać 7-8 dolarów za godzinę.
Hmmm, wnioski wstrząsające. Amerykanie marzą o życiu w Europie - dlaczego? bo tu ludzie mają opiekę medyczną, chocby podstawową. Żadna z jej koleżanek nie miała opieki. Zadna nie chodziła do lekarza bo nie stać ich było.
Mieszkały w przyczepach kempingowych, namiotach albo spały w samochodach. Jedna się cieszyła bo menager restauracji w której była kelnerką pozwolił zaparkowac jej samochód na strzeżonym parkingu.
Niektóre mieszkały w motelach wydając na to prawie całą pensje. Ehrenreich nie mogła zrozumieć dlaczego choćby nie wynajma tańszej przyczepy. Koeżanka ja oświeciła. Zeby wynająć przyczepę trzeba dać tysiąc dolarów kaucji. Żadnej z tych kobiet nie było na to stać. Żadna z nich nie była w stanie odłozyć tak abstrakcyjnej sumy (a wszystkie były białymi Amerykankami a nie Meksykankami bez prawa pracy).
Jesli jest się biednym - wydaje się więcej. Nie można ugotować zupy na cały tydzień. Bo nie masz garnka i nie masz lodówki. Więc jesz gotowe dania z supermarketów.
Ehrenreich opisuje swoją przyczepę. Swoje kolejne prace. Była sprzataczką w korporacji sprzątającej. Klienci płacili 25 dolarów za godzinę. ona dostawała z tego 6.65. reszta szła dla korporacji.
Klienci uwielbiali upokarzać sprzataczki.  Pytanie dlaczego? Może dlatego, że sami w pracy musieli się giąć przed szefem i klientami. Więc w domu przynajmniej opieprzyli sprzątaczkę.
Korporacja w której pracowała chwaliła się że nie używa mopów. Sprzątaczki miały zmyć wszystkie podłogi na kolanach przed państwem. Ten genialny chwyt marketingowy oczywiście odniósł skutek i przyniósł wzrost liczby zamówień.
Cała masa pytań.
Skoro jest taki wielki niedobór rąk do pracy - a spowodowany jest gigantyczną fluktuacją kadr (ludzie uciekali czasami po kilku dniach) to dlaczego trochę nie podnieść im pensji? O pół dolara choćby? Dlaczego zmuszać kelnerki żeby przez cały czas coś robiły nawet jesli nie ma żadnej roboty? (nie mają prawa usiąśc w ciągu swojej zmiany nawet jeśli nie ma klientów). Czy korporacja się rozsypie jesli będzie płacić swoim sprzątaczkom powiedzmy 8 dolarów? Jasne, koszty pójdą w górę ale może wystarczy kupowac trochę rzadziej i troche tańsze samochody dla menagerów?
A klienci? Właściwie dlaczego zamawiają korporacyjną sprzątaczke za 25 dolarów za godzinę a nie sprzątaczkę indywidualną za powiedzmy 8-10 dolarów?
Może wolą kontaktowac się z menagerem i bezosobowa instytucją? 
Cała masa pytań. Co się stało ze światem?
I jedno dodatkowe. Po co autorka spędziła aż dwa lata zbierając materiał. To kawał życia. A książeczka nie jest gruba. Mogła to zrobić w miesiąc, najwyżej dwa. Co ją podkusiło, żeby wyjeżdżać tysiące kilometrów od wygodnego domu i latami gnieździć się w miniaturowych przyczepach, cierpieć bóle krzyża, dostawać tajemniczych chorób?

sobota, 12 sierpnia 2006
Będę gadał
- Jak dorosnę to cały czas będę gadał - zawiadomił mnie syn.
- Dlaczego - zdziwiłem się.
- Tato, wtedy wygram samochód - wyjaśnił. - Ciagle gadam - zanucił.
- Ale ty już teraz ciągle gadasz - zwróciłem uwagę.
- No właśnie, i nic nie wygrałem jeszcze - westchnął.
Co ta reklama robi z 4 latków.:)
poniedziałek, 07 sierpnia 2006
Co za dużo...
Jeszcze raz spłynęła prawda objawiona. Posiadanie zbyt wielu pieniędzy jest szkodliwe. Prawde poznaliśmy przyokazji wychodnego od dziecka. Otóż po jandzie była wycieczka do kina. Na Piratów z karaibów.
Pierwsza częśc była świetnym kinem. A druga częśc niestety to klapa. Klapa bo mieli za dużo pieniędzy.
To chyba było tak. Hipotetyczna rozmowa reżysera z producentem.
- No dobra, skończyliśmy krecenie.
- Ej, no jak to, zostało jeszcze 50 mln dolców
- rany Julek, to co robimy?
- Dokręcimy jeszcze pół godziny i wkleimy w różne miejsca.
- Super.
- To co, ma już 2,5 godz, wiecej chyba nie ma sensu?
- Zostało jeszcze 15 mln.
- Kurczę, co teraz?
- Wiecie co, damy więcej efektów specjalnych. A latajacemu Holendrowi zrobimy brodę z ośmiornic.
- Ty to masz łeb.
- OK, i jak teraz?
- Teraz git.
- ty, ale własciwie dlaczego ten Holender ich ściga
- No żesz ty. A wiesz że nie mam pojęcia?
- Ja tez.
Delegat
Czy w tym kraju tylko ja nie wiem na 99 proc kim jest Delegat? Bo wszyscy inni wiedzą ale nie powiedzą (niektórzy na 98 proc). Ktoś jeszcze nie wie?
poniedziałek, 31 lipca 2006
Janda
Udało się, udało. Zostawić na chwilę dzieci - po raz pierwszy od ho ho.... A my - na miasto. Do teatru Jandy na "Skok z wysokości".
Żadni z nas krytycy teatralni, więc donoszę tylko, że to spektakl po którym jest lepiej na świecie.
Stoi
A czy wspominaliśmy już o domku? Na pewno tak. No więc nasz domek powstaje w imponującym tempie. Głównie jeździmy i się dziwimy. Ekipa zasuwa aż miło mimo upałów. Pomysleć, że jeszcze miesiąc temu był tam las. A teraz stoi dom. No dobra, nie ma jeszcze dachu, ale niewątpliwie to dom i w listopadzie tam zamieszkamy. 
sobota, 22 lipca 2006
Oto Zosia
Niespotykane są losy gołębi. Bo któz mógłby przypuszczać, że Zosia, ptak niepiękny, ledwo podfruwający i nie potrafiący zjeść kawałka bułki - zajdzie tak wysoko.
Ale od poczatku. Moja zona twierdziła, że Zosie przygarniamy na dni trzy. Potem jeść się nauczy i odleci szczęśliwa. Niestety dni mijały, balkon zamieniał się powoli w gniazdo, Monika z zapamiętaniem robiła Zosi kursy połykania a Zosia nic.
Właściwie co się dziwić. Skoro i tak cie nakarmią - po co próbować? Gdybym Młodemu nie dał kiedyś łyżki i nie kazał zasuwać słoiczka to pewnie do dziś trzeba by go karmić.
W każdym razie mineły 4 dni, Zosia nie jadła a my mieliśmy pojechać na weekend do przyjaciół. Co teraz? Zostawić Zosię na dworze? A nuż się nauczy? Nie, to nie moja żona. Opowiedziała wszystko gospodarzom, a ci na to: zabierajcie Zosię ze sobą.
A wspominałem już że oni na Mazurach? Nie, no to kiedyś opowiemy jak się jeździ z gołębiem który usiłuje wyleźć z pudełka. Czy kogoś zdziwi, że dostałem mandat za szybką jazdę i dwa punkty karne? Nie dziwi?, dziękuje.
Tak własnie Zosia trafiła na Mazury. Nasi przyjaciele mają gigantyczna wolierę. Mieszkają w niej papużki, gwarki i różne kolorowe cudaki których nazw nawet nie znam. Mieszka i Zosia.
Troche się dziwiliśmy, czy tym papugom Zosia nie bedzie przeszkadzać, ale okazało się ze są i gołębie znalezione i ocalone przez okoliczne dzieci. Troche dziwnie żyją, przysiągłbym że papużki gruchają.
Ale też gadają. I w tym wszystkim nasz najbrdszy gołąb świata.

środa, 12 lipca 2006
Wciąż ptak
Obejrzałem Zosię w świetle dnia.
Pomyliłem sie.
Napisałem chyba że Zosia to brzydki gołąb.
To cholernie brzydki gołąb.
Siedzi na naszym balkonoie (zabudowanym to nie ucieknie) i gapi się przez okno.
Niestety fajda - jak to gołąb.
Koty też na nia patrzą.
Monika mówi, że jakies 3-4 dni posiedzi dorośnie i odleci.
Załozyliliśmy się.
Ja twierdzę że zostanie. Może jest brzydka ale nie głupia. Ma jedzenie, wodę i miejsce do srania. Jaki ptak by to zostawił?
Tak, zrobię jej zdjęcie i zamieszczę.
Jej brzydota jest urzekająca. Musze się nią podzielić.
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15