RSS
środa, 15 lutego 2006
Pierwsza Walentynka
Junior dostał dziś pierwszą walentynkę w zyciu. Mówi że ją kocha i chce mieć jej zdjęcie w pokoju. No dobra, ja w wieku 4 lat myślałem że dziewczyny służą tylko do tego żeby je straszyć, ale świat się najwyrazniej zmienia.
Junior chciał koniecznie zadzwonić do niej i podziękować. Umówili się na telefon. Niestety zasnął wcześniej.
Jak sądze, żostanie mu to jednak wybaczone. Dopiero w o wiele póxniejszych latach kobieta uznała by to za straszny afront, że jej wybranek nie zadzwonił w Walentynki bo poszedł spać.
Dobrze, że przynajmniej Walentynkę wziął do łóżka.
I dobrze, że przynajmniej nasz syn romantycznie spędził Walentynki.
Bo my nie.
Od rana trwały próby poskromienia dzieci - niespecjalnie udane bo oba byłyły potwornie niedospane. Snuły się po domu, nie pozwalałay zagonić do łózek i od czasu do czasu trafiały na siebie wyrywając włosy z głów, albo nabijając guza o stół. I rycząc: bajka, nie chce bajki. Chcę soczku, innego soczku. Nie lubie cię.
Dobrze, że sąsiedzi jednak w Polsce zwykle nie reagują na wrzaski dzieci. Bo tym razem to nie straszni rodzice. To straszne dzieci.
Kiedy wreszcie padły do łóżeczek, padła też najlepsza z żon z potężną migreną i ja też.
I to tyle romantyzmu jesli ma się potomstwo z zapaleniem gardła.
niedziela, 05 lutego 2006
dorastanie
Junior sie zakochał. Co prawda juz wczesniej lubił dziewczyny, ale dopiero teraz wyznał.
- Umówiłem się, że pójdę z nią na plac zabaw i do parku. I chciałbym sobie powiesic to jej zdjęcie nad łóżeczkiem.
Hmm.
No dobrze, dobrze, ale on ma 4 lata. Mi w jego wieku nie w głowie były dziewczyny :)

Mur
Karykatury mahometa, to idealny przykład sporu w którym obie strony mają stuprocentową rację.
Tak, prasa ma prawo drukowac karykatury. Rysownicy mają prawo rysowac i Boga i Allaha. Nikt nie może dyktować z czego można żartować.
ale
Tak, Arabowie mają rację. Dla nich ta karykatura to zupełnie co innego niż dla nas. Z tego nie można żartować.
a więc
teraz obie strony tradycyjnie sobie wzajemnie pokażą na co je stać.
czwartek, 02 lutego 2006
a teraz spadanie
Rząd kazał - tysiące ludzi rzuciło się na dachy spychac śnieg. niektórych rzucono na dachy - rozkazem służbowym. Sprząta się absolutnie każdy kawałek śniegu.
to dobrze, choć na ten pomysł można było wpaść po pierwwzym, a nie bodaj ósmym zawalonym dachu.
Ale dziś juz spadły dwie osoby które odśnieżały dachy.
Czy niezbędne będzie kilka? kilkanascie? ofiar śmiertelnych, żeby cos z tym zrobić i wizyta Prezydenta na miejscu wypadku? Chyba nie ma innej drogi, niż specjalne rządowe rozporządzenie - tym razem szczegółowo mówiące co zrobić żeby nie spaść.
Do końca
Wszedzie tragedia. Od kilku dni: w telewizji, gazetach, internecie. 24 godziny na dobę. bezustannie. Wyciskając kazdą kropelkę.Wyżymając do ostatka to cos strasznego co sie stało.
Czy wszyscy popadli w szaleństwo? W Katowicach stała się straszna rzecz. Ale straszne rzeczy dzieją sie prawie codziennie. W Iraku wybuchają bomby, toną promy, spadają samoloty, nastepuja katastrofy kolejowe. Ginie czasem jeden człowiek, czasem kilku, czasem kilkudziesięciu.
Tak, to przerażające, ale nie jestem w stanie cały czas sie przerażać - a przecież zawsze pewnie i teraz nastepuje jakas katastrofa, a cała reszta w tym czasie je kolację i ogląda telewizję.
My przed tą katastrofą padliśmy na kolana, prześcigalismy się w jej uwznioślaniu. Pokazaniu jeszcze większej liczby osieroconych dzieci, jeszcze głosniejszego płaczu. 
Zwolnionych kadrach pokazujących ratowników, epatowaniu polskim WTC. Tylko że to nie WTC, a katastrofa budowlana. Straszna tragedia ale przeciez nie tsunami.
i to nieznośne przekonanie o naszej ważności, o tym że nasza tragedia wzbudziła uwage innych, za granicą. .
Przytaczanie głosów prasy światowej -  że jednak nasza tragedia była ważna.
Że cierpieliśmy, że niesłusznie i że ukarzemy winnych a na miejscu pojawi się absolutnie każdy VIP i wszystko obieca a winnym zagrozi.
Nurzamy się w tej tragedii i wciąz nam mało.
piątek, 27 stycznia 2006
David Palmer
Za każdym razem kiedy oglądam "24" nachodzi mnie taka myśł - dlaczego nie możemy mieć takiego prezydenta jak David Palmer. Prawy, uczciwy, dobry, ale kiedy trzeba zdecydowany i działający bez wahania. Prezydent któremu można uwierzyć i przy którym nie trzeba się bać.
No jasne, to tylko aktor. Ale gdyby tak go wynająć na pięcioletni kontrakt. Sprowadzić do Polski. Nie znam nikogo, kto bardziej by wyglądał na Prezydenta i bardziej był prezydentem niż on.
Aha, i dalibysmy sobie spokój z wyborami, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Mielibyśmy Palmera na pięcioletnim kontrakcie i życie byłoby piękne. On by sobie z tym wszystkim poradził.
czwartek, 26 stycznia 2006
Laloś
To takie sliczne słowo wymyślone przez naszą córkę.
Szkoda że go nie ma - aż się przyjemnie wymawia.
- Daj mi tego lalosia.
- On mi zabrał lalosia.
- gdzie, ach gdzie jest mój laloś.
A laloś to oczywiście...
Prawda względna
Prawda jest dziwna. Kiedyś uwielbiałem wynajdywać w książkach i filmach detale świadczące o ignorancji twórców. No przecież templariusze mieli inne tarcze. Albo: ten model pistoletu wynaleziono dopiero kilka lat po wydarzeniach które relacjonuje film.
Ale z czasem - dochodze do wniosku, że prawda dotyczaca szczegółów kłóci się z prawdą.
Donna Leon opisuje komendę policji w Wenecji i głowe dam, że to miejsce wygląda całkiem inaczej. A jednak portret miasta który kresli jest zadziwiająco prawdziwy mimo że czesci składowe tej opowieści - policjanci, procedury, są zadziwiająco nierealni.
Podobnie z serialem "Rzym". Który jest powalająca na kolana wizją. Zadziwiająco bliską prawdziwemu Rzymowi. Choć jesli chodzi o części składowe - to niewiele ma z historią wspólnego.
A mistrz i Małgorzata. Niesamowita książka i Moskwa którą się czuje. Prawdziwa i nieprawdziwa jednocześnie.
I po namyśle można dojśc do wniosku - współczesne polskie kino i telewizja - usiłuje rzeczywistość skopiować. A skopiowana rzeczywistość jest brudna i nudna w sumie.
Rzeczywistość może pokazać tylko dobrze napisana, albo pokazana fikcja. Taka fikcja którą sami uznamy za prawdę - mimo że przecież nie istnieje.
Ot - kwadratura koła.
środa, 25 stycznia 2006
Sztuka obrazu
Nie mógłbym byc dziennikarzem telewizyjnym. I to wcale nie dlatego, że nie wydzwaniają telefony z propozycjami. Ale dlatego, że absolutnie nie potrafiłbym zrozumieć sensu pracy z obrazem. Niejasne? No dobra.
Właczam telewizor. Mamy mrozy, za chwile prognoza pogody. Pojawia się sympatyczna zmarznięta pani która mówi, że właśnie jest na polskim biegunie zimna (koło Suwałk, albo w Bieszczadach) i że własnie tu padł rekord zimna - powiedzmy -35 stopni.
Zakładam ciepłe kapcie i czekam co z historii wyniknie (oprócz prognozy na jutro). W końcu telewizja dała tej pani, czy panu z konkurencyjnej stacji samochód, ekipę, wysłała na cały dzień na drugi koniec Polski. Więc jakiś sens musi być.
Pani tymczasem mówi, że tutaj gdzie ona jest jest bardzo zimno - ale u mnie za oknem tez jest bardzo zimno.
Pani mówi ze jutro też będzie zimno, ale za to pojutrze trochę cieplej.
Za panią widać jakieś drzewo, dalej pole no i śnieg.
Zagadka. Po co telewizja wysyłała ekipę kilkaset kilometrów? Żeby sfilmowała pole? Żeby pani powiedziała, że tu jest zimno? Bo ma za dużo ekip, a wszystkie nie mogą się kręcić po redakcji?
Nie było niczego w tej relacji, czego sympatyczna pani nie mogłaby opowiedzieć stojąc gdziekolwiek w Warszawie, a biegun jak to biegun w ogóle niczym się nie róznił od niebieguna - co jednak można było przewidzieć.
Sam nie wiem - żałować tej pani, że cały dzień przesiedziała w samochodzie? Że telewidzowie poszli spać, a ona musiała jeszcze spod tych Suwałk wrócić?
A może sama chciała?
A przecież codziennie można obejrzeć taki materiał. dziennikarz jedzie na drugi koniec Polski. Jeśli tam zawalił się most, albo jest powódź - zgoda. trzeba to pokazać. Ale jeśli chodzi powiedzmy o materiał o fatalnym stanie polskich dróg? Albo o tajny proces na który nie można wejśc z kamera ewięc widzimy tylko dziennikarza przed sądem opowiadającego rzeczy które mógłby opowiadac wszędzie.
To jest właśnie chyba opowiadanie obrazem. W tej wersji dla mnie bez sensu.
wtorek, 17 stycznia 2006
Wielki, tłusty szef cd
Sprawdziłem. Fox w USA zaprzestał emitowania kolejnych odcinków w połowie programu. Nie wiadomo dlaczego. Ciekawe czy w Polsce Polsat tez stanie w połowie czy wyemituje.
Najmądrzejsza znana mi osoba - czyli moja żona stwierdziła, że to było oczywiste. Mozna pokazywac programy w których uczestnicy będa sie kochali, w których będa zjadac zywe karaluchy, albo żebrac na ulicy. Ale to wszystko jest rozrywka (no, może nie wszystkich bawo, ale tak to sie nazywa). A tymczasem ten reality uderza w fundamenty systemu. Stawia pytania czy warto, czy wszyscy nie żyjemy w fałszywym świecie.
Widz przed telewizorem obejrzy jak ktoś zajada pędraki, albo wskakuje do łajna i mówi sobie: rany, ale cudaki, no ja bym nie wskoczył.
Ale kiedy ogląda ten program mówi sobie: - rany, ale cudaki, ale sie kurwią, żeby awansować. Ja...
I tu zgryz. Bo wiekszośc odpowie: ja też muszę tak robić (jasne mam na utrzymaniu dziecko, raty za mieszkanie, samochód, nic na to nie poradze, już tak jest urządzony ten swiat.
Muszą startować w tym wyścigu szczurów.
Muszą?
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15