RSS
wtorek, 17 stycznia 2006
Mini rozmówki
- Wiesz jak się nazywam - zapytał Junior.
- Smok? - zaryzykowałem.
Pokręcił głową.
- Kotek? - próbowałem dalej.
- Nie. Nazywam sie Zwycięstwo - ryknął.
- Aha - zacukałem się. - Czy w związku z tym sprzątniesz klocki?
- Zwycięstwo nie sprząta - powiedział z politowaniem.
poniedziałek, 16 stycznia 2006
Wielki, tłusty szef

Przypadkiem, nocą, niezwykły program.

"Mój wstrętny, tłusty szef" na Polsacie

Dla tych co nie widzieli - 12 osób, menedżerów, pomniejszych szefów, właścicieli firm rywalizuje o 250 tys dolarów. Zwycieżce wybierze Paul Todd. Uczestnicy nie wiedzą, że pan Todd to aktor a nie multimilioner i szef wielkiej korporacji IOCOR. "Paul Todd" oprowadza ich po w swoim domu (wartości 18 mln dolarów, wynajęty tuż przedtem na potrzeby programu), pokazuje im oprawiony w ramki pierwszy milion dolarów (za szkłem pliki bankotów - tak naprawdę to tylko kilka setek), na honorowym miejscu oryginalny Excalibur kupiony na aukcji w Hong Kongu (naprawdę kupiony za kilkadziesiąt dolarów na aukcji internetowej). Plecie bzdury.

Uczestnicy we wszystko wierzą.

Potem mają zadanie: tym razem dzielą się na grupę męską i żeńską. Która z nich sprzeda w upalny dzień więcej gorącego rosołu.

Niesamowity program.  Niesamowity bo reality przeszła kolejną granicę. Były już reality gdzie uczestnicy ze sobą spali, gdzie jedli robaki. teraz mają właściwie imitować to co miliony ludzi robią na codzień: konkurować ze sobą. Niby miliarder wygłasza oczyswiste bzdury. Oni poważnie kiwają głowami. Miliarder obraża ich - oni wchodzą w tę grę. Miliarder każe im się gryźć, wskazywac winnego niepowodzeń - oni to robią. Do tego który ma odejść miliarder mówi: wynoś się z mojego ganinetu.

Niesamowity program. Najpierw pomyślałem, że to straszne co robią tym ludziom. A potem, że właściwie nie. Miliarder jest rekinem i zjada nie małe rybki, tylko małe rekiny. Przecież każdy z uczestników stosuje takie same chwyty, zazdrości mu. Tylko jeszcze nie potrafi tak gryźć.

Niby "miliarder" umiejętnie ich szczuje na siebie - niewątpliwie psychologowie pisali mu te kwestie. Ale uczestnicy wchodzą w to. Żaden nie zaprotestuje. Nie powie miliarderowi w oczy że sprzedawanie gorącego rosołu w gorący dzień jest głupie. Zamiast tego knują przeciw sobie.

A na koniec spotkanie z szefem. Kiedy mają wytłumaczyć niepowodzenie. Wskazać winnych.

Czy nie to samo dzieje się z tysiącami innych szefów, innych zebrań (poświęconych sprzedaży chrupek, dezodorantów, farby, gumy do żucia, promocyjnych minut). Zebrań z ewidentnymi bzdurami prowadzonych przez nadętych bufonów którym wszyscy potakują bo to oni mogą dać podwyżkę? 

Niesamowity program o naszym świecie w którym pływają wielkie rekiny i miliony mniejszych. Wzajemnie się pożerają i trwa krwawa walka o przeżycie.

Niesamowity program po którym rodzą się pytania. Czy ludzie są zdolni do wszystkiego? Czy nastepny będzie taki w którym okrutny kato będzie męczył 12 uczestników nadludzką pracą, a oni będą wydawac tych którzy najwolniej rozłupują kamienie w kamieniołomie marząc o tym, że jak dobrze wypadną to sami zostaną kapo?

Kiedy Multimiliarder pokazywał uczesnikom "swój" kapiący od złota dom przedstawił swoją żonę i córkę (też grane przez aktorki).

Jedna z uczestniczek wypaliła rozglądając się po złoceniach.

- Ja bym tu lepiej pasowała.

- Ależ bezczelna - skomentowała "żona".

W prawdziwym życiu stoczyłyby ostrą walkę z której wyszłaby tylko jedna. Bo to świat bez litości w którym wygra bardziej okrutny rekin z większymi zebami.

Nasz świat.  

P.S Dziewczyna która wypadła skomentowała to: - Spodziewałam się, że osoba która ma oryginalnego Excalibura będzie miała więcej przyzwoitości.

piątek, 13 stycznia 2006
Nowe słowa
Nasza córka rozgadała się. Zna już:
nie chcę
nie mogę
nie będę
nie idę
Hmmm. Poradzi sobie w życiu.
Maszynki
Powiedzmy, że jest sobie człowiek. jakis lekarz, matka dzieci, może doktorant na uniwersytecie. pewnego jesiennego dnia został posłem. Nowym posłem RP jak dziesiątki i setki innych. może sobie myślał(a) że zajmie sie zwiekszaniem szans ubogich dzieci na lepsze życie. Albo polepszeniem losu zwierząt, albo tym, żeby więcej ludzi stac było na mieszkanie.
i nagle co/ Ma głosować, tak, nie przeciwnie. koalicja z tym, albo z tamtym. Wcześniejsze wybory, albo póxniejsze. tego utracimy, a temu podstawimy nogę. teraz głosujemy tak, a teraz wychodzimy, a zaraz wracamy, ale tylko udajemy.
No dobra. Pytanie brzmi tak. jestem nowy w tym sejmie, ale mam przecież rozum. mam też jakieś poczucie własnej wartości. i trochę przyzwoitości. Nie będę się bawił w te gierki, bo nie po to zostałem wybrany.
Nie - nie mówię o starych wyjadaczach, graczach, Pęczakach etc. mówie o tych nowych: którzy weszli bo zrobili cos fajnego. jakaś pani która dokarmiała dzieci. jakiś Pan który bardziej niż było trzeba pracował ze studentami.
Normalni, przyzwoici ludzie.
Dlaczego podnoszą ręce i wciskają te guziki? Bo szef im tak powiedział? Że teraz jestesmy przeciw a jutro za, a pojutrze przeciw? Bo szefowi cos się roi w głowie, więc bede maszynka do głosowania?  Dlaczego po prostu nie powiedzą: nie. Dosyc zabawy.

środa, 11 stycznia 2006
Polska wersja
Fenomen niezrozumiały. Zrobić rodzimą wersję zagranicznego serialu. U nas choćby "Niania", u Amerykanów choćby ich wersja Nikity. teoretycznie absurdalne. Przecież polska wersja "Niani" nie ma sensu - przeniesiona w inne realia starcie bogatych WASPów z rodziną żydowską nie trzyma się kupy.  Realia obłędnie nierealne - a jednak sukces.  A ja bym chciał obejrzeć oryginał! A jeśli już taki mechanizm funkcjonuje to dlaczego tysiące osób nie walą - bo ja wiem - na koncert naszego polskiego Stinga, który zamiast "Englishman in New York" zaśpiewa na tą samą melodię "Polak w Wilnie" czy "Polak w Chicago". No właśnie, to jest dopiero fenomen. Nawet jakby puścili oryginalną Nianię, to oglądalność na pewno byłaby kilkakrotnie niższa.
A czy można sobie wyobrazić, że koncert polskiego Stinga czy polskich Rolling Stones przyciągnąłby setki tysięcy ludzi - bo śpiewaliby o naszych , polskich problemach. A  koncert oryginałów odbywał by się w niszowym klubie na prowincji - przyszli by tylko najwierniejsi fani.
 

Teletubisie
Tak się zastanawiam - jak pomysłodawca teletubisiów przekonał producenta i telewizję do wyprodukowania filmów?
Dla tych którzy dzieci nie mają i teletubisiów nie olądają. To film o takich stworkach które uwielbia moja córka a mi się kojarzą z Archiwum X. Teletubisie generalnie cały czas żegnają się i witają. Dzis cały odcinek był o tym, że jeden tańczył śpiewając Pi po pi po. A potem wołał pa pa wywołujac ekstazę dziecka.
Ale mnie ciekawi początek. Wygladał tak?
- No więc mam rewelacyjny pomysł. Będzie film o teletubisiach.
- A co one będa robiły
- Nic, trochę podskakiwały.
- Genialne. A co będa mówiły?
- Też nic.
- Wspaniała idea. To co się będzie działo.
- Nic.
- Super.
- Na przykład jeden będzie wołał pa pa, a drugi będzie tez wołał pa pa.
- i długo tak?
- No z 10 minut.
- Rewelacja. biorę to na pniu.
- Dzieciaki będa za tym szaleć.
- Czasem mogą wołać o o.
- jak to?
- Na przykład jeden się schowa i woła O O. A drugi nie wie gdzie jest ten pierwszy i woła hej hej.
- To nie za skomplikowane? Dzieci się nie pogubią w akcji?
- Nie, nie. Będa tak z kwadrans wołać.
- Super, wchodzimy w to.
Rzym
Ogladanie telewizji poszerza horyzonty :) Po obejrzeniu rewelacyjnego serialu "Rzym" sięgnelismy po książki. Monika trafiła na passus o Cyceronie. Kiedy Cyceron opuscił na rok Rzym wszyscy o nim zapomnieli. Cóż więc zrobił? Zamieszkał na Forum Romanum gdzie dzień cały spotykał się z obywatelami i wygłaszał mowy.
Lud ma słabe uszy, ale bystre oczy - stwierdził.
taktyka okazała się skuteczna. Lud go sobie przypomniał, bo wciąż go widział.
Cóż, dziś odpowiednikiem Forum Romanum jest telewizja. Wylatujesz z niej - lud zapomina. Wracasz - stajesz sie popularny. Cokolwiek byś mówił.
niedziela, 08 stycznia 2006
Po babci
Zgodnie z przewidywaniami pobyt u babci rozbestwił dzieci.
rodzice protestują kiedy dziecko rozlewa soczek. Dziadkowie mówią: jest jeszcze malutka.
Rodzice irytują się, kiedy kładzenie spac wchodzi w trzecią godzine bez efektów. Dziadkowie mówią: przecież jest taka malutka.
Kudłata wzdycha za babcią Nini.
Zwiewa przed rodzicami usiłującymi załozyc jej rajstopki, wmusić kanapeczkę czy umyć ząbki
Jesli zobaczycie gdzieś małą dziewczynke uciekająca ze strachem w oczach i wielkim krzykiem: Nini ratuj, a za mią scigającego ją faceta to nie dzwońcie na 997.
Po prostu porachunki rodzinne. Mycie zębów czy co.
- Nini ratuj.
środa, 04 stycznia 2006
Wytańcz to
Zobaczyłem niezwykły teledysk. nie mam pojęcia czy, nie mam pojęcia co to za musyka. Zafrapowało mnie to co widziałem. Młoda kobieta tańczy. tańczy ubierając się, jedząc śniadanie, wychodzac z domu, czekając na zmianę świateł, w metrze i w biurze dzwoniąc do kogoś. Dookoła ludzie: stoją, siedzą dziwnie się patrzą albo udają że jej nie widzą. Kobieta wciąż tańczy. Wraca z pracy i na schodach ruchomych widzi faceta. ten facet tez tańczy wśrod ludzi nieruchomych, czytających gazetę, statycznych. Tylko jedzie innymi schodami. Ale znajdują się. Zaczynają tańczyc razem. Ona rodzi dziecko - które na rękach lekarza zaczyna tańczyć. A w ostatnim ujęciu w czwórkę - z dwójką już podrośnietych dzieci - tańczą wspólnie.
Pomyślałem sobie - to my i nasze nastawienie do życia.
I pomyślałem jeszcze, że wciąż szukamy innych tańczących. Tak łatwo ich wypatrzyć jak tą dziewczynę w teledysku - jedyną w troche smutnym zbiorowisku ludzi.
Ale są. Na szczęście są. Szkoda że nie więcej. Albo szkoda, że może jedziemy tymi schodami kiedy tamci już przejechali.
wtorek, 03 stycznia 2006
kadry, kadry
Nasza niewiara w demokrację w Polsce i wiara że i tak kończy się jak zwykle - wynika z tego, że nie wierzymy, żeby jakokolwiek partia w Polsce miała kadry.
Żeby dobrze rządzić trzeba mieć kilkanaście tysięcy ludzi - od tych na górze, do tych na dole w powiecie.
Ludzi którzy chcą, potrafią i mogą. Którzy nie myślą o władzy jako okazji do nachapania się. Którzy chcą żeby lepiej było wszystkim, a nie im.
Każda partia się na tym wyłoży. Wywalą nieswoich, na to miejsce wsadzą swoich - bo przecież swoi tylko dlatego są swoi, że czekają na to miejsce. No i znowu się nie uda.